Nazywam się Feliks Malorny. Urodziłem się w Imielinie w wielodzietnej rodzinie kolejarza. Szczepan Molarny brał czynny udział w powstaniach śląskich. Orientacja rodziny była propolska. Z chwilą wybuchu II wojny ojciec odmówił podpisania volkslisty. Gdy wybuchła wojna miałem 6 lat, wcześniej chodziłem do przedszkola w nowym budynku szkoły, obecnie przy ul. Sapety. Przedszkole znajdowało się w suterenach budynku. Sielanka przedszkola została przerwana wybuchem wojny, ponieważ w niemieckim systemie oświaty dzieci w szkole rozpoczynały naukę w wieku 6 lat, dlatego w 1939r. utworzono wiele klas I-szych szkoły powszechnej z 6-cio i 7-mio latków. Większość nauczycieli to były kobiety, gdyż mężczyźni służyli w Wermachcie. Kierownikiem szkoły był Kurt Herbst, osoba o stanowczym charakterze, wymuszająca posłuszeństwo za pomocą krzyku, nielubiana przez uczniów. Pamiętam, że nazywaliśmy go „skurcek”, z uwagi na to, iż był niskiego wzrostu i był osobą przygarbioną. Nauczycielki, panny o niemieckich nazwiskach, moim zdaniem rodowite Niemki, o czym świadczyły ich nazwiska, okazywały nam więcej serca, natomiast nieprzyjemne chwile kojarzę z osobą freulein Smolensky, osobą o bardzo „niemieckim brzmieniu” nazwiska. Pamiętam do dnia dzisiejszego obolałe ręce i łamane trzcinki na moich dłoniach i pozostałych kolegów. W latach 60-tych, spotkał tą Panią przypadkiem na terenie dzielnicy Mysłowic – Brzezinki. W styczniu 1945r. byłem w 6 klasie szkoły powszechnej, przez obszar Śląska i tym Imielina przechodził front Armii Czerwonej. Pamiętam, że rekwirowali konie i furmanki doprowadzając często do śmierci zwierząt, zajeżdżając je. Na terenie miejscowości, jej mieszkańcy nie odczuwali głodu, gdyż w pobliżu znajdował się młyn, w którym każdy z gospodarzy, którzy posiadali zboże, mógł uzyskać mąkę. Przypuszczam, iż w mieście były kłopoty z żywnością, gdyż na wiosnę 1945r. dużo ludzi przyjeżdżało na tereny Imielina i wykopywało padłe zwierzęta, zabierając części nadające się do spożycia. Wracając do szkoły, polska szkoła rozpoczęła działalność w lutym 1945r., większość uczniów w tym i ja zostaliśmy cofnięci o rok,...
Dowiedz się więcej
Nazywam się Feliks Malorny. Urodziłem się w Imielinie w wielodzietnej rodzinie kolejarza. Szczepan Molarny brał czynny udział w powstaniach śląskich. Orientacja rodziny była propolska. Z chwilą wybuchu II wojny ojciec odmówił podpisania volkslisty. Gdy wybuchła wojna miałem 6 lat, wcześniej chodziłem do przedszkola w nowym budynku szkoły, obecnie przy ul. Sapety. Przedszkole znajdowało się w suterenach budynku. Sielanka przedszkola została przerwana wybuchem wojny, ponieważ w niemieckim systemie oświaty dzieci w szkole rozpoczynały naukę w wieku 6 lat, dlatego w 1939r. utworzono wiele klas I-szych szkoły powszechnej z 6-cio i 7-mio latków. Większość nauczycieli to były kobiety, gdyż mężczyźni służyli w Wermachcie. Kierownikiem szkoły był Kurt Herbst, osoba o stanowczym charakterze, wymuszająca posłuszeństwo za pomocą krzyku, nielubiana przez uczniów. Pamiętam, że nazywaliśmy go „skurcek”, z uwagi na to, iż był niskiego wzrostu i był osobą przygarbioną. Nauczycielki, panny o niemieckich nazwiskach, moim zdaniem rodowite Niemki, o czym świadczyły ich nazwiska, okazywały nam więcej serca, natomiast nieprzyjemne chwile kojarzę z osobą freulein Smolensky, osobą o bardzo „niemieckim brzmieniu” nazwiska. Pamiętam do dnia dzisiejszego obolałe ręce i łamane trzcinki na moich dłoniach i pozostałych kolegów. W latach 60-tych, spotkał tą Panią przypadkiem na terenie dzielnicy Mysłowic – Brzezinki. W styczniu 1945r. byłem w 6 klasie szkoły powszechnej, przez obszar Śląska i tym Imielina przechodził front Armii Czerwonej. Pamiętam, że rekwirowali konie i furmanki doprowadzając często do śmierci zwierząt, zajeżdżając je. Na terenie miejscowości, jej mieszkańcy nie odczuwali głodu, gdyż w pobliżu znajdował się młyn, w którym każdy z gospodarzy, którzy posiadali zboże, mógł uzyskać mąkę. Przypuszczam, iż w mieście były kłopoty z żywnością, gdyż na wiosnę 1945r. dużo ludzi przyjeżdżało na tereny Imielina i wykopywało padłe zwierzęta, zabierając części nadające się do spożycia. Wracając do szkoły, polska szkoła rozpoczęła działalność w lutym 1945r., większość uczniów w tym i ja zostaliśmy cofnięci o rok, niektórzy zdolniejsi zostali w tej samej klasie, ale w większości przypadków była to loteria, mnie się nie udało zostać w tej samej klasie, co byłem na początku roku. Od lat 60-tych ubiegłego stulecia mieszkam na terenie Mysłowic w dzielnicy Brzezinka. Z nauczycieli, którzy mnie uczyli pamiętam Panią Petry, która była moją Panią w przedwojennym przedszkolu, potem po wojnie już o nazwisko Giża uczyła w szkole. Inni nauczyciele to małżeństwo Majnusz, z którego mężczyzna był srogim człowiekiem, bardzo wymagającym. Nieprzyjemne zdarzenie miały miejsca z nauczycielem o nazwisku Wyrobek. Uważam, że był nauczycielem „od wszystkiego i do niczego”. Przykład lekcji chemii – wlał wodę do próbówki i zadając flegmatycznie swoje pytanie, „co teraz robimy?” Następnie wlewał jakiś odczynnik i zadawał pytanie „i co się teraz stanie?”. Nikt nic nie wiedział i takie to było uczenie. W szkole pracował woźny o nazwisku Chwiędacz, który ręcznym dzwonkiem wzywał dzieci do klasy, a przed godziną 12 w południe biegł do kapliczki by dzwonić na „Anioł Pański”.
Wspominał Feliks Malorny. Rocznik 1933r....
Collapse