Drodzy Absolwenci „Szkoły na Górce”!

Minęło już prawie 90 lat, odkąd pierwsi uczniowie zasiedli w szkolnych ławach Naszej Szkoły. To szacowny wiek. Jest nas już kilka tysięcy.

Różnie potoczyły się Wasze losy, ale wszyscy w jakimś okresie swojego życia pokonywaliście drogę na górkę, zawarliście tutaj przyjaźnie, macie wspólne szkolne wspomnienia (te dobre i te mniej).

Jeżeli jesteś Absolwentem lub ktoś z Twoich bliskich uczył się w naszej szkole, prosimy o zamieszczenie krótkiego wpisu poniżej.

Podziel się z nami informacją, co u Ciebie słychać? Jak potoczyły się Twoje losy? Może chcesz przywołać swoje wspomnienia…?  A może ktoś z Twoich bliskich jest sympatykiem „Szkoły na Górce”? Gorąco zapraszamy wszystkich chętnych do wyrażania swoich refleksji, bo to właśnie Wy tworzycie historię tej szkoły.

Jeśli to możliwe prosimy o podanie roku ukończenia szkoły.

Dodaj nowy wpis

 
 
 
 
 
 
Pola oznaczone * są wymagane.

Możliwe, że Twój wpis będzie widoczny w księdze gości dopiero po tym, jak go przejrzymy.
Zastrzegamy sobie prawo do edytowania, usuwania lub niepublikowania wpisów.
Absolwent Gimnazjum Absolwent Gimnazjum napisał/a 2 grudnia 2025 o 17:49
„Niewykorzystana szansa" W „Szkole na Górce" spędziłem tylko trzy lata jako gimnazjalista. Do dziś wspominam szansę, której wtedy nie wykorzystałem. Podczas jednej z lekcji WF-u pan Marcin Kaczor zabrał nas na boisko szkolne – wtedy jeszcze asfaltowe. Oznajmił, że będziemy zaliczać rzut piłeczką palantową na odległość. Gdy my się rozgrzewaliśmy, pan Marcin wyrysował kredą skalę do mierzenia długości rzutów. Rzucało się spod tylnego płota (przy dzisiejszym stole do ping-ponga) w kierunku szkoły. Zauważyłem, że skala kończy się na około 55 metrach. Zapytałem pana Kaczora: – A co, jeśli komuś zabraknie skali? – Spokojnie, nie zabraknie – odpowiedział. Przystąpiliśmy do rzutów. Pan Marcin zaprezentował prawidłową technikę i jako pierwszy oddał rzut. Kolejno, według listy, każdy z uczniów posyłał piłeczkę w kierunku szkoły. W końcu nadeszła moja kolej. Krótki rozbieg, zamach – i piłeczka poszybowała. Zatrzymała się dopiero na ścianie budynku szkoły. Zaskoczenie pana Marcina było niemałe. Od razu dostałem szóstkę z rzutu. Gdy kolejni koledzy podchodzili do zadania, zauważyłem, że pan Marcin zaczyna się rozgrzewać. „Czyżby mała rywalizacja nauczyciel–uczeń?” – pomyślałem. Po chwili wuefista przystąpił do ponownego rzutu. Rzut był daleki, ale… nie tak daleki. Z uśmiechem podszedł do mnie pan Marcin i powiedział: – Jak trafisz w to otwarte okno w pokoju nauczycielskim, to będziesz miał szóstkę na koniec roku. Zapytałem: – A co, jeśli nie trafię i wybije się szyba w innym oknie? Wyraz twarzy i milczenie pana Kaczora dały mi do zrozumienia, że trzeba będzie liczyć się z konsekwencjami ewentualnej porażki. Zrezygnowałem z próby. A szkoda. Dziś chętnie podjąłbym się tego wyzwania, bo wiem, że z każdym problemem można sobie poradzić – nawet z wybitą szybą. Między innymi takiego podejścia do życia uczył nas pan Marcin. Swoją drogą, pan Marcin był moim wychowawcą – najlepszym, jakiego miałem.
„Niewykorzystana szansa"
W „Szkole na Górce" spędziłem tylko trzy lata jako gimnazjalista. Do dziś wspominam szansę, której wtedy nie wykorzystałem. Podczas jednej z lekcji WF-u pan Marcin Kaczor zabrał nas na boisko szkolne – wtedy jeszcze asfaltowe. Oznajmił, że będziemy zaliczać rzut piłeczką palantową na odległość. Gdy my się rozgrzewaliśmy, pan Marcin wyrysował kredą skalę do mierzenia długości rzutów. Rzucało się spod tylnego płota (przy dzisiejszym stole do ping-ponga) w kierunku szkoły.

Zauważyłem, że skala kończy się na około 55 metrach. Zapytałem pana Kaczora:
– A co, jeśli komuś zabraknie skali?
– Spokojnie, nie zabraknie – odpowiedział.
Przystąpiliśmy do rzutów. Pan Marcin zaprezentował prawidłową technikę i jako pierwszy oddał rzut. Kolejno, według listy, każdy z uczniów posyłał piłeczkę w kierunku szkoły. W końcu nadeszła moja kolej. Krótki rozbieg, zamach – i piłeczka poszybowała. Zatrzymała się dopiero na ścianie budynku szkoły. Zaskoczenie pana Marcina było niemałe. Od razu dostałem szóstkę z rzutu.
Gdy kolejni koledzy podchodzili do zadania, zauważyłem, że pan Marcin zaczyna się rozgrzewać. „Czyżby mała rywalizacja nauczyciel–uczeń?” – pomyślałem. Po chwili wuefista przystąpił do ponownego rzutu. Rzut był daleki, ale… nie tak daleki.
Z uśmiechem podszedł do mnie pan Marcin i powiedział:
– Jak trafisz w to otwarte okno w pokoju nauczycielskim, to będziesz miał szóstkę na koniec roku.
Zapytałem:
– A co, jeśli nie trafię i wybije się szyba w innym oknie?
Wyraz twarzy i milczenie pana Kaczora dały mi do zrozumienia, że trzeba będzie liczyć się z konsekwencjami ewentualnej porażki. Zrezygnowałem z próby. A szkoda. Dziś chętnie podjąłbym się tego wyzwania, bo wiem, że z każdym problemem można sobie poradzić – nawet z wybitą szybą. Między innymi takiego podejścia do życia uczył nas pan Marcin.

Swoją drogą, pan Marcin był moim wychowawcą – najlepszym, jakiego miałem.... Collapse
Proszę czekać…