Szkoła na Górce. "Solidna budowla na dobrym fundamencie" - dumnie wyrażał się mój ojciec. On ją budował, był jednym z wielu. Wśród nazwisk rodzinnych wymieniał: Stolorzów, Paluchów, Malornych, Kaizrów, Stolarczyków, Gdaków, Nowaków, itd. Wspominał też o właścicielu Wapienniaka - Smoleniu. Zdjęcia z 1934 roku wskazują, że był taki człowiek. Z lat mojej edukacji wspominam piękny, lśniący budynek, jak również obejście, boisko, ogród kwiatowo - warzywny. Czystość i porządek dawały znać, że dobra fachowa ręka kieruje tymi obiektami. Wąski chodnik łączył starą szkołę z nową szkołą. Wejście czy przejście było kontrolowane przez nauczycieli. Lekcje botaniki i wegetacji były prowadzone na żywo. Wspomnę Pana Wyrobka, którego baliśmy się jak ognia. Był letni poranek, długa przerwa, rok 1956, świeciliśmy lusterkami do okien nowej szkoły, takie młodzieńcze wygłupy. Nie było komórek , a żarty nas się trzymały. W pewnej chwili w klasie pojawiła się dziewczyna, którą przyprowadziła kierownik szkoły. Wyczytywała z kartki nazwiska chłopców, którzy mieli wstawić się do pana Wyrobka.. Nie wiedząc co się stało, poszliśmy na rozmowę, nie ukrywam, baliśmy się... Ustawił nas pod ścianą i zapytał: "Na czym polega zjawisko odbijania światła w oknach?" Masz ci babo placek. Albo rękę albo tyłek należy nadstawić... Dziewczyny śmiały się, a my czekaliśmy na kolejne kroki nauczyciela. I tak zaczęła się lekcja o załamaniu, odbiciu, ogniskowej i zapalaniu się papieru. Trzymał nas godzinę. Z ukłonem przeprosiliśmy pana Wyrobka za żart. Obiecaliśmy, że to się już nie powtórzy. Drugim spotkaniem z panem Wyrobkiem był kurs prawa jazdy ( 1958 rok ). W szkole odbywały się kursy i szkolenia zawodowe. Poznałem bliżej tego człowieka, kiedy pomagał nam wykonywać eksponaty mechaniki samochodu. Był nauczycielem lubianym, rysował na tablicy działanie silnika spalinowego, pokazywał jak działa. My zaś pomagaliśmy mu jeździć na motorze. Egzamin wszyscy zaliczyliśmy pozytywnie. Wielu kursantów do dzisiaj wspomina szkolenia zawodowe, krawieckie lub kucharskie. Szkoła ta...
Dowiedz się więcej
Szkoła na Górce. "Solidna budowla na dobrym fundamencie" - dumnie wyrażał się mój ojciec. On ją budował, był jednym z wielu. Wśród nazwisk rodzinnych wymieniał: Stolorzów, Paluchów, Malornych, Kaizrów, Stolarczyków, Gdaków, Nowaków, itd. Wspominał też o właścicielu Wapienniaka - Smoleniu. Zdjęcia z 1934 roku wskazują, że był taki człowiek. Z lat mojej edukacji wspominam piękny, lśniący budynek, jak również obejście, boisko, ogród kwiatowo - warzywny. Czystość i porządek dawały znać, że dobra fachowa ręka kieruje tymi obiektami. Wąski chodnik łączył starą szkołę z nową szkołą. Wejście czy przejście było kontrolowane przez nauczycieli. Lekcje botaniki i wegetacji były prowadzone na żywo. Wspomnę Pana Wyrobka, którego baliśmy się jak ognia. Był letni poranek, długa przerwa, rok 1956, świeciliśmy lusterkami do okien nowej szkoły, takie młodzieńcze wygłupy. Nie było komórek , a żarty nas się trzymały. W pewnej chwili w klasie pojawiła się dziewczyna, którą przyprowadziła kierownik szkoły. Wyczytywała z kartki nazwiska chłopców, którzy mieli wstawić się do pana Wyrobka.. Nie wiedząc co się stało, poszliśmy na rozmowę, nie ukrywam, baliśmy się... Ustawił nas pod ścianą i zapytał: "Na czym polega zjawisko odbijania światła w oknach?" Masz ci babo placek. Albo rękę albo tyłek należy nadstawić... Dziewczyny śmiały się, a my czekaliśmy na kolejne kroki nauczyciela. I tak zaczęła się lekcja o załamaniu, odbiciu, ogniskowej i zapalaniu się papieru. Trzymał nas godzinę. Z ukłonem przeprosiliśmy pana Wyrobka za żart. Obiecaliśmy, że to się już nie powtórzy. Drugim spotkaniem z panem Wyrobkiem był kurs prawa jazdy ( 1958 rok ). W szkole odbywały się kursy i szkolenia zawodowe. Poznałem bliżej tego człowieka, kiedy pomagał nam wykonywać eksponaty mechaniki samochodu. Był nauczycielem lubianym, rysował na tablicy działanie silnika spalinowego, pokazywał jak działa. My zaś pomagaliśmy mu jeździć na motorze. Egzamin wszyscy zaliczyliśmy pozytywnie. Wielu kursantów do dzisiaj wspomina szkolenia zawodowe, krawieckie lub kucharskie. Szkoła ta wykształciła wielu bardzo dobrych rzemieślników. Powstała baza ludzi aktywnych, którzy kształtowali struktury życia w naszym mieście. Dążyliśmy do usamodzielnienia naszego miasta. Solidarność i pielgrzymki do świętych miejscowości w Europie oraz błogosławieństwo papieża Jana Pawła II motywowały nas do działalności na rzecz samorządności. Powołano Komitety Obywatelskie. W roku 1990 powstał Związek Górnośląski - Koło Imielin, który wziął na barki życie społeczne i kulturalne w Imielinie. Rzemieślnicy świadczyli usługi dla szkoły. Dokonywali remontów, gdyż było to jedyne źródło wsparcia. Kolejni dyrektorzy szkoły: Włodzimierz Stachoń, Krystyna Michałowy, Stefania Skwarska, spełniali nasze prośby, by szkoła była placówką z prawdziwego zdarzenia. Prawdziwym motywatorem był ks. Longin Kozub, który namawiał do samorządności. Często
mówił : " Nie chcecie rządzić, to przyjdą inni i będą wami rządzić". Rzemieślnicze tradycje sięgają lat przedwojennych. Właśnie wtedy budowano Szkołę na Górce. Na przestrzeni 150 lat Mysłowickiego Rzemiosła powstało wiele firm rodzinnych. Rywalizowano ze spółdzielczością, która miała poparcie władz wojewódzkich. Jednak czasy się zmieniły, a ludzie odeszli. Chcę też wspomnieć, że do władz miasta zawsze rekomendowałem trzech rzemieślników z Imielina. Do chwili kiedy napisaliśmy list intencyjny do prezesa Rady Ministrów - Waldemara Pawlaka. List miał dostarczyć ówczesny dyrektor Urzędu Skarbowego - pan Józef Wyciślok. Potem w prywatnej rozmowie dostałem burę, że go poniżyłem przed premierem. Jednak list napisaliśmy wspólnie. Jako prezes Związku Górnośląskiego – Koło Imielin podpisałem ten list i w taki oto sposób musieliśmy działać. Szkoła na Górce odgrywała bardzo ważną rolę w życiu kulturalnym Imielina. Czterokrotnie organizowano powitanie Nowego Roku, które było organizowane przez Komitet Obywatelski i Radę Osiedla. Wybierano królową i króla balu. Miła atmosfera i dobre jedzenie oraz szampańskie występy solistów, rozpalały nocną atmosferę. Były śpiewy i życzenia oraz błogosławieństwo ks. proboszcza Longina Kozuba. Za oknami odpalano race świetlne. Panowała ogólna radość, a duma nas rozpierała. Ksiądz Kozub często mówił: „Jak masz Boga do pomocy, nic złego się nie zdarzy”. Dochody z imprez były szczegółowo rozliczane i przekazywane na potrzeby życia szkolnego i kulturalnego. W tym miejscu pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy angażowali się w organizację całego przedsięwzięcia. Początki były trudne, ale warto było poświęcić się dla dobra miasta i jego mieszkańców. Rok 1989 dał nam możliwość uwierzenia w siebie oraz szansę na administracyjną niezależność miasta. Wiele zawdzięczamy również kolejnym dyrektorom szkoły oraz gronu pedagogicznemu. W Szkole na Górce odbyły się również uroczystości 10 i 15 lecia Związku Górnośląskiego – Koło Imielin, które miały miejsce w małej sali gimnastycznej ( dzisiejszy squash i fitness ). Swoją obecnością zaszczyciła nas Ślązaczka Roku 2000 – Maria Duńska. Obecni byli również Prezesi Kół z Janowa, Kosztów, Wesołej, Chełma Śląskiego, Dziećkowic, Brzezinki i Krasów. Moje wspomnienia związane ze Szkołą na Górce obejmują szmat czasu. To wiele miłych i ciepłych chwil, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci. To również dziesiątki ludzi, których serdecznie wspominam. Te osoby przyczyniły się także do tego, że szkoła do dziś jest lubianą i szanowaną placówką kulturalno – oświatową....
Collapse