Drodzy Absolwenci „Szkoły na Górce”!
Minęło już prawie 90 lat, odkąd pierwsi uczniowie zasiedli w szkolnych ławach Naszej Szkoły. To szacowny wiek. Jest nas już kilka tysięcy.
Różnie potoczyły się Wasze losy, ale wszyscy w jakimś okresie swojego życia pokonywaliście drogę na górkę, zawarliście tutaj przyjaźnie, macie wspólne szkolne wspomnienia (te dobre i te mniej).
Jeżeli jesteś Absolwentem lub ktoś z Twoich bliskich uczył się w naszej szkole, prosimy o zamieszczenie krótkiego wpisu poniżej.
Podziel się z nami informacją, co u Ciebie słychać? Jak potoczyły się Twoje losy? Może chcesz przywołać swoje wspomnienia…? A może ktoś z Twoich bliskich jest sympatykiem „Szkoły na Górce”? Gorąco zapraszamy wszystkich chętnych do wyrażania swoich refleksji, bo to właśnie Wy tworzycie historię tej szkoły.
Jeśli to możliwe prosimy o podanie roku ukończenia szkoły.
Pozdrawiam serdecznie całą dawną i aktualną kadrę oraz wszystkich uczniów :)... Collapse
To był zupełnie inny świat! Do dziś czuję w nozdrzach zapach pasty do podłóg i widzę te charakterystyczne lamperie na ścianach. W salach królowały ciężkie, drewniane ławki na sztywno połączone z siedziskami, a centrum dowodzenia stanowiła tablica na kredę i wiecznie mokra gąbka. Pamiętacie te wyprawy do sąsiednich klas pod hasłem: „Dzień dobry, czy można pożyczyć kredę?” – to był zawsze świetny pretekst, żeby legalnie opuścić lekcję na minutę i mieć szanse nie być odpytanym. Nasza „Szkoła na Górce” była wtedy może i surowa, ale za to z jaką duszą!
Z wielkim sentymentem wspominam dyrektora Stachonia. Był niezwykle wyrozumiały – często pozwalał nam pograć na sali gimnastycznej w ramach SKS-u bez oficjalnej opieki. To zaufanie, jakim nas obdarzał, było dla nas wtedy czymś wyjątkowym. Całe nasze życie towarzyskie toczyło się na tych korytarzach, które dziś… no cóż, wyglądają nie do poznania! I jeszcze dużury uczniowskie w szatni, które sprzyjały integracji uczniowskiej.
Kiedy dziś odprowadzam do szkoły moich dwóch synów, rozpiera mnie duma. Architektura przeszła niesamowitą metamorfozę: odświeżona elewacja, nowoczesne boisko i hala sportowa, o której my mogliśmy tylko marzyć. A wnętrza? To już zupełnie inna bajka! Interaktywne tablice, kolorowe pracownie i profesjonalne zaplecze. Czasem aż im zazdroszczę tych luksusów, gdy przypomnę sobie nasze bieganie po „nieco” zmęczonym asfalcie. O profesjonalnej bieżni nikt wtedy nawet nie śnił!
Podsumowując, czas spędzony w tych murach to jeden z fundamentów mojego życia. To tutaj zawiązały się pierwsze przyjaźnie i hartował charakter. Bardzo się cieszę, że moi synowie kontynuują rodzinną tradycję właśnie tutaj. Wiem, że są w dobrych rękach i że to miejsce – tak jak kiedyś mnie – da im solidny i radosny start w dorosłość.... Collapse
Często zapraszała całą klasę do swojego domu. Biegaliśmy po ogrodzie i po domu, co bardzo lubiliśmy, a jej wcale to nie przeszkadzało. Tworzyła atmosferę serdeczności i bezpieczeństwa, dzięki której czuliśmy się swobodnie i byliśmy ze sobą bardzo zżyci.
Drugą osobą, która szczególnie zapisała się w mojej pamięci, była pani Janina Szczotko – osoba miła, spokojna i niezwykle cierpliwa. Uczyła nas języka rosyjskiego, który w tamtych latach był przedmiotem obowiązkowym w każdej szkole. Po opanowaniu słówek, które regularnie powtarzaliśmy na lekcjach, nauka często przybierała formę zabawy. Bawiliśmy się w sklep, odgrywaliśmy scenki na dworcu kolejowym, w szpitalu czy w podróży – wszystko oczywiście po rosyjsku. Były też inne gry i zabawy, których dziś nie potrafię już dokładnie odtworzyć, ale pamiętam, że nauka sprawiała nam radość.
W kolejnych latach, już w innej szkole, nie udało mi się chyba pójść ani o krok dalej niż to, czego nauczyłam się właśnie od niej. Pani Janina Szczotko jest dziś na zasłużonej emeryturze. Składam jej wyrazy głębokiego szacunku i wdzięczności.... Collapse
W szkole na górce zawsze coś się działo, konkursy, zawody, akademie, dyskoteki, zawsze było na co czekać i zawsze było za czym gonić i o co się starać. Wspomnienia i przyjaźnie ze szkoły przetrwały do dziś. W młodszych klasach czekało się, aż będziemy śpiewali w „Czerwono-Czarnych” albo kiedy w końcu będzie chemia i będziemy robili doświadczenia z p. Bryszem. Zimą czekaliśmy na wyjazdy na zimowiska z p. Kaczorem, a co tydzień po prostu aż p. Kostorz rzuci jakimś śmiesznym epitetem na muzyce czy plastyce. Niestety różne głupoty nie uchodziły nam na sucho i często kończyły się na dywaniku u pani Dyrektor… Dzisiaj, kiedy biorę udział w wydarzeniach organizowanych przez Starostwo Powiatowe oraz kiedy przemawia moja ówczesna Pani Dyrektor, znowu czuję się, gdybym był na na szkolnym apelu...... Collapse
Pierwsze znajomości, przyjaźnie, a nawet pierwszy całus w policzek przy układaniu nożyczek do koszyczków - małe rzeczy,
a głęboko zakorzenione w pamięci zawsze wspominam z uśmiechem na twarzy. 🙂
Kolejny etap - pasowanie na ucznia, pierwsza klasa i najwspanialsza wychowawczyni ever <3 Pani Ela Osoba - kobieta anioł - na samą myśl cieplej robi się na serduszku 🙂
Chórek „Iskierki” i przeglądy śląskich piosenek (do dzisiaj pamiętam teksty) Zielona Szkoła - pierwsze rozstanie z rodzicami aż na trzy tygodnie - czas radości, szaleństwa, ale także tęsknoty
i wzruszeń (życie bez telefonów też istniało).
Nadszedł w końcu czas reformy szkolnictwa - wprowadzenie Gimnazjum. Byliśmy drugim rocznikiem owej reformy…czy żałuję??? Nie!!!
Patrząc wstecz - miałam super klasę i fajnego wychowawcę Pana Marcina Kaczora.
Gwar na przerwach, przesiadywanie pod sklepikiem, w okresie letnim przy murach boiska, a po lekcjach gorąca czekolada z bitą śmietaną u „Chopa”.
Dyskoteki, wiadomo najlepsze na szkolnym korytarzu, a wycieczki i rajdy organizowane przez Pana Marcina - niezapomniane chwile 🙂
Całe grono pedagogiczne w jakiś sposób zostawiło ślad w pamięci: lekcje j. polskiego dzięki Pani Ani Kubicy -były przyjemne
i rzeczowe, chemia - nikt tak nie potrafił wytłumaczyć jak pierwiastki się łączą w pary na imprezie jak Pan Tadek Brysz, matematyka - czasem było ciężko, ale Pani Teresa Stolorz potrafiła wytłumaczyć tak, żeby było prosto, dziękuję za lekcje historii Panu Mariuszowi Gąsiorczykowi - matura poszła gładko 🙂
Dzisiaj jako matka cieszę się, że moje dzieci mogą uczyć się
w „Szkole na Górce” - Mojej Szkole 🙂
P.S. Kochany roczniku ’87 w przyszłym roku znowu się bawimy - wkrótce szczegóły :)... Collapse
przedsięwzięć ale czasem także do nieszkodliwych psot. Tak więc po latach kiedy wspominam miniony czas - uśmiecham się do siebie i bardzo doceniam każde doświadczenie jakie dala mi moja podstawówka.... Collapse
Jako polonistka była najlepszym nauczycielem, jakiego miałam. Potrafiła w wyjątkowy sposób przekazywać wiedzę, rozbudzać miłość do języka oraz motywować do twórczego myślenia. To był naprawdę piękny i wartościowy czas, do którego wracam z wdzięcznością. Nauczyciele gimnazjum tworzyli pełną zaangażowania i życzliwości kadrę, dzięki której to miejsce na zawsze pozostaje w sercu.... Collapse
W murach tej szkoły stawiałem pierwsze kroki w edukacji, uczyłem się odpowiedzialności, współpracy i szacunku do drugiego człowieka. Nauczyciele potrafili nie tylko przekazywać wiedzę, ale także kształtować charakter i budować poczucie przynależności do naszej małej ojczyzny. Te wartości towarzyszą mi do dziś.
Podczas obchodów 80-lecia Szkoły na Górce pozwoliłem sobie na krótką refleksję, która utkwiła mi w pamięci do dziś. Powiedziałem wtedy, że dzieci codziennie idą do szkoły pod górkę, często z trudem i wysiłkiem, ucząc się i pokonując kolejne wyzwania. Ale jako absolwenci schodzimy już z górki – bogatsi w wiedzę, doświadczenie i przygotowani do dalszej drogi w życiu. Dziś, z perspektywy lat, te słowa nabierają dla mnie jeszcze głębszego znaczenia.
Przez osiem lat miałem zaszczyt pełnić funkcję radnego. To doświadczenie pozwoliło mi spojrzeć na Szkołę na Górce z szerszej perspektywy – jako na instytucję niezwykle ważną dla rozwoju Imielina, integrującą mieszkańców i łączącą przeszłość z przyszłością.
Jestem dumny, że jestem absolwentem Szkoły na Górce oraz częścią społeczności, która przez dekady budowała jej renomę.
Z okazji jubileuszu 90-lecia życzę całej społeczności szkolnej dalszych sukcesów, pasji w nauczaniu i wychowywaniu młodych ludzi oraz tego, aby Szkoła na Górce pozostała miejscem, do którego zawsze wraca się z sentymentem i dumą.
Tomasz Lamik... Collapse
Moim wychowawcą był pan Wyrobek, śpiewu uczyła mnie pani Kalczyńska, geografii pan Hanc, a biologii pani Bober – nauczycielka niezwykle wymagająca, ale jednocześnie taka, która naprawdę uczyła. Każdy z nauczycieli potrafił dostrzec w uczniu coś wyjątkowego i pomóc rozwijać jego talent, dlatego tak bardzo lubiłam uczęszczać do tej szkoły.
Moja klasa liczyła około trzydziestu osób. Siedzieliśmy po dwie osoby w ławce, nie obowiązywały wtedy mundurki, a w szkole nie było sklepiku. Lekcje wychowania fizycznego często odbywały się na świeżym powietrzu i były pełne radości oraz ruchu. Szczególnie zapadły mi w pamięć zawody, podczas których należało jak najszybciej przenieść ugotowane jajko na łyżce z jednego punktu do drugiego – było przy tym wiele śmiechu i emocji. Przed lekcjami przyrody i geografii nauczycielka zawsze wybierała kilka osób na środek sali, aby przypomnieć to, co działo się na poprzednich zajęciach.
Byłam drużynową w harcerstwie, a od piątej klasy należałam do chóru prowadzonego przez panią Kalczyńską, co dawało mi wiele radości i poczucie wspólnoty. Szkoła na Górce była miejscem, w którym nie tylko zdobywało się wiedzę, ale także uczyło się współpracy, odpowiedzialności i rozwijania pasji. Z ogromnym sentymentem wspominam tamte lata i chętnie wróciłabym do tych czasów jeszcze raz.... Collapse
