Drodzy Absolwenci „Szkoły na Górce”!
Minęło już prawie 90 lat, odkąd pierwsi uczniowie zasiedli w szkolnych ławach Naszej Szkoły. To szacowny wiek. Jest nas już kilka tysięcy.
Różnie potoczyły się Wasze losy, ale wszyscy w jakimś okresie swojego życia pokonywaliście drogę na górkę, zawarliście tutaj przyjaźnie, macie wspólne szkolne wspomnienia (te dobre i te mniej).
Jeżeli jesteś Absolwentem lub ktoś z Twoich bliskich uczył się w naszej szkole, prosimy o zamieszczenie krótkiego wpisu poniżej.
Podziel się z nami informacją, co u Ciebie słychać? Jak potoczyły się Twoje losy? Może chcesz przywołać swoje wspomnienia…? A może ktoś z Twoich bliskich jest sympatykiem „Szkoły na Górce”? Gorąco zapraszamy wszystkich chętnych do wyrażania swoich refleksji, bo to właśnie Wy tworzycie historię tej szkoły.
Jeśli to możliwe prosimy o podanie roku ukończenia szkoły.
O szkole myślę z wielkim sentymentem. Piękny czas nauki pod okiem wspaniałej wychowawczyni Anieli Bierońskiej oraz mojej babci Walerii Widepuhl zdecydował o tym, że zostanę nauczycielką.
Wróciłam więc do Szkoły na Górce jako nauczycielka języka polskiego. To był cudowny czas w moim życiu zawodowym. Na swojej drodze spotkałam wspaniałych uczniów, rodziców oraz koleżanki i kolegów.
Na przestrzeni moich lat nauki i pracy nasza Jubilatka bardzo się zmieniła, wypiękniała, stała się kuźnią wielu talentów.
Życzę, aby kolejne lata przyniosły jeszcze więcej sukcesów, aby Szkoła Podstawowa nr 1 nadal była miejscem, gdzie rodzą się talenty, kształtują się przyszli liderzy i gdzie każdy uczeń może rozwinąć skrzydła. Niech Szkoła na Górce pozostanie symbolem doskonałości edukacyjnej, inspirując młodzież do odkrywania i rozwijania swoich pasji.... Collapse
Dopiero teraz widzę, ile cierpliwości, poświęcenia i serca wymaga codzienna praca z młodzieżą. To ogromna odpowiedzialność, ale też misja, która zostawia ślad na całe życie uczniów. Z perspektywy czasu wiem, że szkoła na Górce dała mi nie tylko wiedzę, ale również wartości, wspomnienia i doświadczenia, które do dziś mają znaczenie w moim życiu.
Bardzo miło było ponownie zobaczyć szkołę po latach — jak się zmieniła, rozwinęła i jak dalej tętni życiem. Wracają wspomnienia, twarze i chwile, które kiedyś wydawały się zwyczajne, a dziś mają ogromną wartość.
Dziękuję wszystkim nauczycielom i osobom tworzącym tę szkołę — za trud, zaangażowanie i serce wkładane w kolejne pokolenia uczniów.... Collapse
Niezapomniane śpiewające powitania u Pani Kostorz, inspirujące zajęcia z geografii z Panią Zielosko czy chemia z Panem Bryszem.
Ah jestem wdzięczna Pani Ani Musiałek, która kiedyś za karę (dla rozmawiających Kolegów) postanowiła mnie między nich posadzić w ławce... Dziś jestem Żoną jednego z nich:)... Collapse
Lekcje matematyki z Panią Dyrektor Kozubal wspominam do dziś, tym bardziej, że mimo swojego wieku nie mam problemu z liczeniem 😀
Dobrze wspominam Panią Jochemczyk, nauczycielkę biologii i Panią Starczynowską z języka polskiego.
Dużo czasu upłynęło, ale wspomnienia wciąż żywe.... Collapse
Najbardziej zapamiętaną sytuacją był fakt, że byłem jedynym rocznikiem, który odważył się zrobić psikusa Panu Bryszowi, przestawiając Mu samochód na parkingu szkolnym w inne miejsce, bez użycia kluczyków 😉 ( słynny niebieski fiat 126p - Maluch). Byliśmy młodzi i pełni energii 😂
To były piękne czasy .... Collapse
Mam ogromny szacunek do nauczycieli oraz dyrektora Stachonia 😊
Szczególnie w mojej pamięci utkwiła Pani od muzyki, która na każdej lekcji witała nas śpiewająco. Obecność sprawdzała przy pianinie, wyśpiewując imię i nazwisko każdego ucznia. Pani Mandela ucząc nas matematyki, lekcje zaczynała głośnym powtarzaniem całej tabliczki mnożenia ...
Piękne czasy!... Collapse
Najmilej wspominam lekcje polskiego z panem Noskiem. Nie były to zajęcia, gdzie tylko i wyłącznie uczymy się, ale możemy pożartować i dyskutować. Również wracam myślami do zajęć angielskiego prowadzonych przez panią Turczyńską. Dzięki niej polubiłam sam proces nauki tego języka, bo zawsze starała się, aby był on ciekawy – czy to przez śpiewanie piosenek, Kahoota czy oglądanie filmów.
Dziś jestem po filologii rosyjskiej z angielskim i dalej studiuję. Szkoła na Górce pokazała mi, że zgłębianie wiedzy nie tylko jest ważne, ale i interesujące! Dzięki za fajnie spędzony czas! 🖤... Collapse
zakończenie nauki 2023r.... Collapse
Najbardziej pamiętam lekcje z
Panem Bryszem - i to zarówno
informatykę, jak i chemię. Dziś sam zajmuję się informatyką, ale do tej pory łapię się na tym, że z chemii pamiętam zaskakująco dużo 😂 Widocznie te lekcje naprawdę zostawały w głowie.
Fajnie po latach wrócić myślami do
tych czasów, szkolnych historii i całej atmosfery „Górki". Dzięki za te wspomnienia!... Collapse
Pierwszą klasę rozpoczęliśmy z p. Małgorzatą Bawej, która była naszą wychowawczynią do trzeciej klasy, bardzo miła, serdeczna osoba, z dużą empatią dla dzieci, ze smutkiem żegnaliśmy ją kiedy opuszczała nasze mury szkolne wyjeżdżając na stałe za granicę… zawsze bardzo ciepło wspominam naszą pierwszą wychowawczynię, z sentymentem wracam do tego wczesnego etapu szkolnego.
Później do klasy ósmej naszą wychowawczynią była p. Stefania Skwarska – nauczycielka matematyki, rygorystyczna, konkretna, prawdziwa matematyczka z powołania i dzięki niej sądzę, że każdy z nas ma matmę aż do tej pory w jednym palcu.
Pragnę wspomnieć również niezapomnianą nauczycielkę historii p. Tomiczek, lekcje z tą Panią były prawdziwą podróżą w przeszłość, potrafiła ona z wielką fascynacją opowiadać kolejne wydarzenia historyczne, chwilami mogliśmy przenieść się w te odległe czasy, kiedy ona prowadziła lekcje byliśmy praktycznie pochłonięci ciekawością jej opowiadań, było tak cicho w klasie, że dopiero dzwonek na przerwę wybijał nas z zasłuchania, przypominając o skończonej lekcji. Przyznam szczerze że w długim tygodniu zajęć lekcyjnych, specjalnie czekałam właśnie na ten przedmiot…
Lekcje w-f prowadził p. Sorek jednak często zastępował go p. dyrektor Włodzimierz Stachoń, bardzo lubiliśmy pana dyrektora był on względem uczniów bardzo wyrozumiały, odnosił się do nas z ogromnym zaangażowaniem, budził przed nami respekt i ogromne poważanie, odnosiliśmy się do niego z wielkim szacunkiem, nikt nie chciał podpaść ani narazić się Panu dyrektorowi bo inaczej mogłoby się to źle dla takiego „śmiałka” skończyć…kto wie, ten wie, że „dyscyplina” w tamtych czasach jeśli musiała być użyta, wchodziła w ruch i nie było żadnego „ale”, a nikt przychodząc do domu nawet nie przyznawał się rodzicom o takim zajściu bo miałby kolejną „powtórkę z rozrywki” tym razem w domu 😉 ….
Kończąc okres edukacji z ogromnym rozrzewnieniem opuszczaliśmy mury szkoły podstawowej był to poniekąd dla nas można by rzec drugi dom, do dzisiejszego dnia pamiętam piosenki z lekcji muzyki prowadzonych przez p. Zosię Jamrozy, a szczególnie utkwiły w mojej pamięci słowa melodii: „Tak niedawno żeśmy się poznali a dziś już rozstania nadszedł czas, wiele żeśmy z sobą przeżywali, dziś tylko wspomnienia łączą nas…”, Pani Zosia niezapomniana, serdeczna osoba, prawdziwa nauczycielka z powołania, przed którą na lekcji nie czuło się dystansu, zażenowania ani stresu a przecież nie raz stawaliśmy na środku klasy, pojedynczo przepytywani ze śpiewu, tak właśnie było dzięki Pani Zosi ona tworzyła taką serdeczną atmosferę, nadmienię jeszcze że bardzo słuchaliśmy się jej, byliśmy uważni i prawie nigdy na lekcjach u Pani Zosi nie psociliśmy.
Pragnę podziękować wszystkim naszym Nauczycielom i Wychowawcom za wyrozumiałość, za trud włożony w nasze wychowanie, za edukację oraz za te wszystkie lata ogromnej cierpliwości i poświęcenia względem nas.... Collapse
Podczas lekcji muzycznych kiedy byliśmy w niższych klasach, pamiętam w formie zabawy śpiewaną piosenkę: „Mam chusteczkę haftowaną, wszystkie cztery rogi…”, gdzie wszyscy, całą klasą staliśmy w kółku i bawiliśmy się wybierając osobę najbardziej zaprzyjaźnioną do środka kółka, tańcząc i śmiejąc się jednocześnie. Kiedy byliśmy już starsi w późniejszych klasach śpiewaliśmy piosenki patriotyczne lub „Czerwone maki pod Monte Cassino” czy „Płonie ognisko płonie”. Nauczyciele budzili wobec uczniów powszechny szacunek, w szkole panowały określone, rygorystyczne zasady, na lekcjach nie przeszkadzaliśmy a jeśli już ktoś pokusił się o nieodpowiednie zachowanie, wówczas nauczyciel sięgał po „dyscyplinę” którą była wymierzana kara w odpowiedniej ilości w stosunku do złego zachowania ucznia, także zdarzało się postawienie takiego delikwenta po prostu do kąta.
Lata nauki choć były trudne, biedne bo przecież krótko przypadło nam się uczyć zaraz po wojnie, wspominam dobrze, z sentymentem i łezką w oku, z nostalgią wracam do minionych lat i przeżytych wspomnień, do przyjaźni które trwały dekady a zostały zawiązane właśnie w szkole na górce.... Collapse
p. Małgorzatę Bawej, p. Jochemczyk, p.Tomiczek, dyrektora placówki p. Włodzimierza Stachoń, z-cę p. Krystynę Michałowy, p. Otylię Kozubal, p. Tadeusza Brysz, p. Pawlik, p. Stefanię Skwarską, p. Zofię Jamrozy, p. Marszołek, nauczycieli którzy zawsze byli gotowi pomóc, życzliwie wysłuchać naszych problemów, wytłumaczyć po raz wtóry zadania, mający wiele empatii i wyrozumiałości dla nas - często niesfornych uczniów.
W szkole mieścił się prężnie działający sklepik szkolny który funkcjonował tylko na długich przerwach i był prawdziwym centrum dla zgłodniałych cukierniczych smakoszy, na jego otwarcie każdorazowo czekaliśmy z ogromną niecierpliwością w długiej kolejce, babeczki z cukrem pudrem najlepsze na świecie (!) pączki (!), drożdżówki (!), a wszystkie te rarytasy były z cukierni Pana Ryszarda Stadlera do dziś pamiętam zapach tych świeżych łakoci unoszący się na szkolnym korytarzu….był oczywiście też popcorn, prażony ryż, oranżada w woreczkach, rurki z kremem itp., na tamte czasy najlepsze słodkie smakołyki.
Czas spędzony w podstawówce wspominam z ogromnym sentymentem miejsce to dało mi wiele pozytywnych wspomnień i doświadczeń, które zostaną ze mną na zawsze.... Collapse
Na długich przerwach urywaliśmy się z chłopakami na gofry do centrum Imielina które były najlepsze w całej okolicy lub kiedy kondycja nam dopisywała i w kościach nie strzykało, biegliśmy na słodkie rogale do piekarni Pana Stadlera, niestety nie zawsze zdążyliśmy wrócić z powrotem na kolejną lekcję 😉 ...
Pamiętam że od tylnego wyjścia od strony boiska, w pomieszczeniach szkoły zamieszkiwała rodzina Kruszyńskich, niezapomniana Pani Kruszyńska która zawsze przypominała nam aby nie krzyczeć i zachowywać się cicho, co niestety nigdy nam chłopakom się to nie udawało, zwłaszcza podczas długich przerw był to zazwyczaj szybki "przelot" przez wąski korytarz prowadzący na boisko obok pokoi Państwa Kruszyńskich, teraz po latach rozumiem, że oburzenie ze strony tej Pani, słusznie nam się należało kiedy grupa naszych chłopaków wylatywała na boisko jak tornado. Niestety jak bardzo byśmy się starali za każdym razem było podobnie.
Pamiętam uroczyste apele które odbywały się przeważnie na korytarzu pierwszego piętra szkoły a każdy apel zaczynał Pan dyrektor słowami: "Do hymnu !", niezapomniane występy uczniów które z całą pieczołowitością przygotowywała nasza ulubiona wychowawczyni a zarazem nauczycielka muzyki p. Zosia Jamrozy, nauczycielka który wkładała całe swoje serce w edukację i nasze wychowanie.
Piękne beztroskie czasy....piękne wspomnienia, piękne przyjaźnie które pozostały po dzień dzisiejszy, nasze wspólne spotkania klasowe są wciąż kontynuowane.
Pozdrawiam całe Grono Pedagogiczne.... Collapse
Moją wychowawczynią była Pani Majnusz, rygorystyczna i wymagająca nauczycielka ale zarazem ogromnie cierpliwa osoba, tłumaczyła nam matematykę do skutku, aż każdy z nas zrozumiał zakres przerabianego materiału i zaliczał na pozytywną ocenę, dopiero wówczas ruszaliśmy dalej z nowym zakresem. Mieliśmy wobec niej ogromny szacunek a zarazem duży respekt, kiedy wchodziła do klasy zapadała głęboka cisza a ponieważ nikt nie chciał jej podpaść i od razu zostać przepytanym więc przestrzegaliśmy "rygoru" ciszy i uważnego słuchania podczas lekcji.
Pani Majnusz wkładała ogrom pracy i poświęcenia w naszą edukację, dzięki jej zaangażowaniu wynieśliśmy solidne podstawy wiedzy, należytego szacunku a zarazem poszanowania wobec ludzi, środowiska i osób starszych.... Collapse
Szczególnie dobrze wspominam lekcje chemii, które miały swój niepowtarzalny klimat. Oprócz doświadczeń i wzorów chemicznych były też… śmieszne wierszyki, które pomagały nam zapamiętać różne rzeczy. Czasem były zupełnie absurdalne, czasem zaskakująco trafne — ale jedno jest pewne: dzięki nim nauka stawała się łatwiejsza i o wiele przyjemniejsza. Do dziś niektóre z nich potrafią niespodziewanie wrócić do głowy i wywołać uśmiech.
Historia potrafiła budzić prawdziwą grozę — nigdy nie było wiadomo, kto za chwilę zostanie wywołany do odpowiedzi. Staliśmy w parach przed klasą, próbując ukryć stres i gorączkowo przypomnieć sobie najważniejsze daty. To były momenty pełne napięcia, ale dziś wspominam je z uśmiechem.
A na przerwach zawsze mieliśmy swoją stałą miejscówkę pod automatem. To właśnie tam toczyły się najważniejsze rozmowy, wybuchał śmiech i rodziły się wspomnienia, do których chętnie się wraca.... Collapse
Tyle żeśmy z sobą przeżywali dziś tylko wspomnienia nadszedł czas..."
Serce płacze na słowa tej piosenki i myśl, że czas tak szybko ucieka. Szkoła na Górce – to pierwszy etap
mojego życia i późniejszej pracy zawodowej. Bardzo miło wspominam każdy dzień w tej szkole, zabawy,
wspaniałych kolegów, zajęcia dydaktyczne związane z moją edukacją, wszystkie przeżywane radości,
problemy. Za wspaniałe grono pedagogiczne a zwłaszcza moją wychowawczynię p.Małgorzatę
Jochemczyk - uczącą nas biologii. Dziękuję jej za cierpliwość oraz ogromne serce które okazywała
każdemu z nas i zarazem łącząc nas jeden zgodny, zgrany zespół. Co spowodowało że do dziś
utrzymujemy ze sobą dobre stosunki, gromadząc się co pięć lat na spotkaniach rocznikowych - kiedy to
bawiąc się wspominamy nasze lata szkolne i jak miło spędzaliśmy tutaj czas. Dziękuję również innym
wspaniałym nauczycielom którzy mieli wpływ na moje wychowanie: między innymi p.Starczynowskiej z
języka polskiego, p.Grzesiak z matematyki, p.Bawoj z muzyki, p.Mandrela z geografii, p.Plackowska -
plastyka itd. można wymieniać bez końca. P.Bawej prowadziła również chór którego byłam członkiem
dzięki niej polubiłam zajęcia muzyczne, zabawy ruchowo-naśladowcze przy muzyce które wykonuje w
swojej pracy. W szkole średniej śpiewałam w chórze, a obecnie śpiewam na zajęciach z p.K.Peluch w
UTW. Wielkie uznanie za ich trud i wyrozumiałość dla naszych uczniowskich psot, za pracę której nie
sposób zmierzyć, za słowa nauki, o tym jak być wartościowym człowiekiem. Wszyscy pedagodzy mieli
ogromne znaczenie w moim życiu, zwłaszcza w tej początkowej edukacji w szkole podstawowej dlatego
wybrałam zawód nauczyciela i pracowałam w przedszkolu z dziećmi młodszymi - ale choroba nie
pozwoliła mi doprowadzić tego co było największym celem mojego życia i musiałam zakończyć ją
wcześniej. Ale widząc sukcesy moich wychowanków jestem ze swojej pracy i dzieci bardzo dumna, tak
jak jestem dumna z tego że chodziłam do “Szkoły na Górce”.
W tym roku mija 90 lat odkąd pierwsi uczniowie zasiedli w szkolnych ławach więc życzę w szkole,
dyrekcji i obecnym nauczycielom samych szczęśliwych chwil i sukcesów.... Collapse
ob.Poznańska. W czasie II Wojny Światowej w naszej szkole uczono j.niemieckiego. Po wyzwoleniu
Imielina w styczniu 1945 roku rozpoczęła się działalność polskiej szkoły. I klasy złożone z kilku roczników
razem rozpoczęły lekcje od marca 1945 roku. Kierownikiem szkoły był wówczas ob.Suchoń, ojciec pani
Klekot. Wraz z nim pracę podjęli tacy nauczyciele jak p.Giżowa, Bułówna, Kolażyński, Gwóźdź,
Stolarczyk, w późniejszym czasie pani Bierońska i pani Wyrobek. Młodzież rozpoczęła naukę bez
pomocy naukowych i bez podręczników. Dysponowała 1 podręcznikiem pt. “Ku lepszej przyszłości” pod
redakcją Kamińskiego. Był to podręcznik wydany przez przed wojną i miał charakter encyklopedyczny.
Zawierał wybrane zagadnienia z literatury polskiej, geografii, przyrody i fizyki. Tych podręczników było
tylko kilka, dlatego nauczyciele powielali poszczególne strony i takie skrypty rozdawano dzieciom. Był
okres kiedy szkoła borykała się z wieloma trudnościami finansowymi. Zaczęto więc organizować
przedstawienie szkolne na które wszyscy chętnie przychodzili. Miejscem tych imprez był korytarz
szkolny. Od września 1945 roku rozpoczęła się normalna nauka, ale jeszcze bez programu nauczania,
bez pomocy naukowych i bez książek. Pierwsze podręczniki zaczęto wydawać na przełomie lat 1947/48.
Rok szkolny podzielony był na dwa półrocza. Po pierwszym okresie młodzież otrzymywała świadectwa.
Skala ocen była 4 cyfrowa. Ocenę bardzo dobrą oznaczona cyfrą 1, dobrą cyfrą 2, dost. 3, nds.4.
Dopiero w 1949 r. przyjęto obecny system piątkowy. Do 1950 r. nasza szkoła była szkołą żeńską.
Reorganizację rozpoczęli w latach 1948-1950 op.Majnusz i Suchoń, jako kierownicy naszych szkół. Od
tego też czasu podzielono Imielin na 2 rejony szkolne. Szkoła rozpoczęła działalność bez biblioteki.
Przedwojenny księgozbiór został częściowo przez Niemców zniszczony, a część książek znajdowała się
w posiadaniu p. Majniszowej i kilku polskich rodzin. Po wojnie część tych książek wróciła do szkolnej
biblioteki, a inne przydzielane były przez szereg lat, przed władze oświatowe. Naszą szkołą kierowali
kolejno następujący kierownicy: ob.Suchoń, Bober, Polke, Dominicki, Walkowicz, Buczek, Kowalczyk, a
obecnie ob.Otylia Kozubal, za długoletnią pracę w zawodzie nauczycielskim odznaczono krzyżami
ob. Bierońską, Klekot i Szczotkowską. Śledząc historię naszej szkoły na uwagę zasługuje również fakt,
że społeczeństwo Imielina było bardzo związane ze szkołą. Rodzice jak mogli pomagali w organizowaniu
sal lekcyjnych, w porządkowaniu obejścia szkoły i jej upiększaniu.... Collapse
Na jej lekcjach panowała niemal absolutna cisza — taka, w której można było usłyszeć nawet przelatującą muchę. Wymagała skupienia, dyscypliny i szacunku do słowa pisanego, ale jednocześnie potrafiła zaszczepić w uczniach prawdziwą miłość do języka ojczystego.
Z perspektywy lat wspominam tamten czas z ogromnym sentymentem. Były to piękne dni, pełne nauki, wyzwań i doświadczeń, które na trwałe zapisały się w mojej pamięci.... Collapse
Moją wychowawczynią była p. Wanda Starczynowska -nauczycielka języka polskiego, nauczycielką historii była p. Marszołek.
Osobiście bardzo lubiłam zajęcia z biologii z p. Jochemczyk, potrafiła ona ciekawie opowiadać o żywych organizmach, roślinach, zwierzętach, reakcjach jakie zachodzą w przyrodzie z wielkim entuzjazmem przychodziliśmy na jej zajęcia lekcyjne 🙂
Lekcje matematyki mieliśmy z p. Kozubal była to nauczycielka z prawdziwego matematycznego "powołania" przy niej wszelkie "tajniki" matmy zapamiętywałam bardzo szybko prawie w mgnieniu oka, tak dobrze potrafiła nam wszystkim wyjaśnić materiał.
Zajęcia z języka rosyjskiego prowadziła p. Szczotko, niezwykle charyzmatyczna, konkretna nauczycielka od samego jej wejścia do sali lekcyjnej brzmiało rosyjskie "Naswidańja" czyli "dzień dobry", przez cały czas trwania lekcji rozmawialiśmy tylko po rosyjsku i pewnie dlatego po dzień dzisiejszy doskonale jeszcze pamiętam ten język.
Dziękuję moim Wychowawcom i Nauczycielom za miło spędzone lata nauki, wracam do nich zawsze z ogromnym sentymentem.... Collapse
Pozdrawiam serdecznie całą dawną i aktualną kadrę oraz wszystkich uczniów :)... Collapse
To był zupełnie inny świat! Do dziś czuję w nozdrzach zapach pasty do podłóg i widzę te charakterystyczne lamperie na ścianach. W salach królowały ciężkie, drewniane ławki na sztywno połączone z siedziskami, a centrum dowodzenia stanowiła tablica na kredę i wiecznie mokra gąbka. Pamiętacie te wyprawy do sąsiednich klas pod hasłem: „Dzień dobry, czy można pożyczyć kredę?” – to był zawsze świetny pretekst, żeby legalnie opuścić lekcję na minutę i mieć szanse nie być odpytanym. Nasza „Szkoła na Górce” była wtedy może i surowa, ale za to z jaką duszą!
Z wielkim sentymentem wspominam dyrektora Stachonia. Był niezwykle wyrozumiały – często pozwalał nam pograć na sali gimnastycznej w ramach SKS-u bez oficjalnej opieki. To zaufanie, jakim nas obdarzał, było dla nas wtedy czymś wyjątkowym. Całe nasze życie towarzyskie toczyło się na tych korytarzach, które dziś… no cóż, wyglądają nie do poznania! I jeszcze dużury uczniowskie w szatni, które sprzyjały integracji uczniowskiej.
Kiedy dziś odprowadzam do szkoły moich dwóch synów, rozpiera mnie duma. Architektura przeszła niesamowitą metamorfozę: odświeżona elewacja, nowoczesne boisko i hala sportowa, o której my mogliśmy tylko marzyć. A wnętrza? To już zupełnie inna bajka! Interaktywne tablice, kolorowe pracownie i profesjonalne zaplecze. Czasem aż im zazdroszczę tych luksusów, gdy przypomnę sobie nasze bieganie po „nieco” zmęczonym asfalcie. O profesjonalnej bieżni nikt wtedy nawet nie śnił!
Podsumowując, czas spędzony w tych murach to jeden z fundamentów mojego życia. To tutaj zawiązały się pierwsze przyjaźnie i hartował charakter. Bardzo się cieszę, że moi synowie kontynuują rodzinną tradycję właśnie tutaj. Wiem, że są w dobrych rękach i że to miejsce – tak jak kiedyś mnie – da im solidny i radosny start w dorosłość.... Collapse
Często zapraszała całą klasę do swojego domu. Biegaliśmy po ogrodzie i po domu, co bardzo lubiliśmy, a jej wcale to nie przeszkadzało. Tworzyła atmosferę serdeczności i bezpieczeństwa, dzięki której czuliśmy się swobodnie i byliśmy ze sobą bardzo zżyci.
Drugą osobą, która szczególnie zapisała się w mojej pamięci, była pani Janina Szczotko – osoba miła, spokojna i niezwykle cierpliwa. Uczyła nas języka rosyjskiego, który w tamtych latach był przedmiotem obowiązkowym w każdej szkole. Po opanowaniu słówek, które regularnie powtarzaliśmy na lekcjach, nauka często przybierała formę zabawy. Bawiliśmy się w sklep, odgrywaliśmy scenki na dworcu kolejowym, w szpitalu czy w podróży – wszystko oczywiście po rosyjsku. Były też inne gry i zabawy, których dziś nie potrafię już dokładnie odtworzyć, ale pamiętam, że nauka sprawiała nam radość.
W kolejnych latach, już w innej szkole, nie udało mi się chyba pójść ani o krok dalej niż to, czego nauczyłam się właśnie od niej. Pani Janina Szczotko jest dziś na zasłużonej emeryturze. Składam jej wyrazy głębokiego szacunku i wdzięczności.... Collapse
W szkole na górce zawsze coś się działo, konkursy, zawody, akademie, dyskoteki, zawsze było na co czekać i zawsze było za czym gonić i o co się starać. Wspomnienia i przyjaźnie ze szkoły przetrwały do dziś. W młodszych klasach czekało się, aż będziemy śpiewali w „Czerwono-Czarnych” albo kiedy w końcu będzie chemia i będziemy robili doświadczenia z p. Bryszem. Zimą czekaliśmy na wyjazdy na zimowiska z p. Kaczorem, a co tydzień po prostu aż p. Kostorz rzuci jakimś śmiesznym epitetem na muzyce czy plastyce. Niestety różne głupoty nie uchodziły nam na sucho i często kończyły się na dywaniku u pani Dyrektor… Dzisiaj, kiedy biorę udział w wydarzeniach organizowanych przez Starostwo Powiatowe oraz kiedy przemawia moja ówczesna Pani Dyrektor, znowu czuję się, gdybym był na na szkolnym apelu...... Collapse
Pierwsze znajomości, przyjaźnie, a nawet pierwszy całus w policzek przy układaniu nożyczek do koszyczków - małe rzeczy,
a głęboko zakorzenione w pamięci zawsze wspominam z uśmiechem na twarzy. 🙂
Kolejny etap - pasowanie na ucznia, pierwsza klasa i najwspanialsza wychowawczyni ever <3 Pani Ela Osoba - kobieta anioł - na samą myśl cieplej robi się na serduszku 🙂
Chórek „Iskierki” i przeglądy śląskich piosenek (do dzisiaj pamiętam teksty) Zielona Szkoła - pierwsze rozstanie z rodzicami aż na trzy tygodnie - czas radości, szaleństwa, ale także tęsknoty
i wzruszeń (życie bez telefonów też istniało).
Nadszedł w końcu czas reformy szkolnictwa - wprowadzenie Gimnazjum. Byliśmy drugim rocznikiem owej reformy…czy żałuję??? Nie!!!
Patrząc wstecz - miałam super klasę i fajnego wychowawcę Pana Marcina Kaczora.
Gwar na przerwach, przesiadywanie pod sklepikiem, w okresie letnim przy murach boiska, a po lekcjach gorąca czekolada z bitą śmietaną u „Chopa”.
Dyskoteki, wiadomo najlepsze na szkolnym korytarzu, a wycieczki i rajdy organizowane przez Pana Marcina - niezapomniane chwile 🙂
Całe grono pedagogiczne w jakiś sposób zostawiło ślad w pamięci: lekcje j. polskiego dzięki Pani Ani Kubicy -były przyjemne
i rzeczowe, chemia - nikt tak nie potrafił wytłumaczyć jak pierwiastki się łączą w pary na imprezie jak Pan Tadek Brysz, matematyka - czasem było ciężko, ale Pani Teresa Stolorz potrafiła wytłumaczyć tak, żeby było prosto, dziękuję za lekcje historii Panu Mariuszowi Gąsiorczykowi - matura poszła gładko 🙂
Dzisiaj jako matka cieszę się, że moje dzieci mogą uczyć się
w „Szkole na Górce” - Mojej Szkole 🙂
P.S. Kochany roczniku ’87 w przyszłym roku znowu się bawimy - wkrótce szczegóły :)... Collapse
przedsięwzięć ale czasem także do nieszkodliwych psot. Tak więc po latach kiedy wspominam miniony czas - uśmiecham się do siebie i bardzo doceniam każde doświadczenie jakie dala mi moja podstawówka.... Collapse
Jako polonistka była najlepszym nauczycielem, jakiego miałam. Potrafiła w wyjątkowy sposób przekazywać wiedzę, rozbudzać miłość do języka oraz motywować do twórczego myślenia. To był naprawdę piękny i wartościowy czas, do którego wracam z wdzięcznością. Nauczyciele gimnazjum tworzyli pełną zaangażowania i życzliwości kadrę, dzięki której to miejsce na zawsze pozostaje w sercu.... Collapse
W murach tej szkoły stawiałem pierwsze kroki w edukacji, uczyłem się odpowiedzialności, współpracy i szacunku do drugiego człowieka. Nauczyciele potrafili nie tylko przekazywać wiedzę, ale także kształtować charakter i budować poczucie przynależności do naszej małej ojczyzny. Te wartości towarzyszą mi do dziś.
Podczas obchodów 80-lecia Szkoły na Górce pozwoliłem sobie na krótką refleksję, która utkwiła mi w pamięci do dziś. Powiedziałem wtedy, że dzieci codziennie idą do szkoły pod górkę, często z trudem i wysiłkiem, ucząc się i pokonując kolejne wyzwania. Ale jako absolwenci schodzimy już z górki – bogatsi w wiedzę, doświadczenie i przygotowani do dalszej drogi w życiu. Dziś, z perspektywy lat, te słowa nabierają dla mnie jeszcze głębszego znaczenia.
Przez osiem lat miałem zaszczyt pełnić funkcję radnego. To doświadczenie pozwoliło mi spojrzeć na Szkołę na Górce z szerszej perspektywy – jako na instytucję niezwykle ważną dla rozwoju Imielina, integrującą mieszkańców i łączącą przeszłość z przyszłością.
Jestem dumny, że jestem absolwentem Szkoły na Górce oraz częścią społeczności, która przez dekady budowała jej renomę.
Z okazji jubileuszu 90-lecia życzę całej społeczności szkolnej dalszych sukcesów, pasji w nauczaniu i wychowywaniu młodych ludzi oraz tego, aby Szkoła na Górce pozostała miejscem, do którego zawsze wraca się z sentymentem i dumą.
Tomasz Lamik... Collapse
Moim wychowawcą był pan Wyrobek, śpiewu uczyła mnie pani Kalczyńska, geografii pan Hanc, a biologii pani Bober – nauczycielka niezwykle wymagająca, ale jednocześnie taka, która naprawdę uczyła. Każdy z nauczycieli potrafił dostrzec w uczniu coś wyjątkowego i pomóc rozwijać jego talent, dlatego tak bardzo lubiłam uczęszczać do tej szkoły.
Moja klasa liczyła około trzydziestu osób. Siedzieliśmy po dwie osoby w ławce, nie obowiązywały wtedy mundurki, a w szkole nie było sklepiku. Lekcje wychowania fizycznego często odbywały się na świeżym powietrzu i były pełne radości oraz ruchu. Szczególnie zapadły mi w pamięć zawody, podczas których należało jak najszybciej przenieść ugotowane jajko na łyżce z jednego punktu do drugiego – było przy tym wiele śmiechu i emocji. Przed lekcjami przyrody i geografii nauczycielka zawsze wybierała kilka osób na środek sali, aby przypomnieć to, co działo się na poprzednich zajęciach.
Byłam drużynową w harcerstwie, a od piątej klasy należałam do chóru prowadzonego przez panią Kalczyńską, co dawało mi wiele radości i poczucie wspólnoty. Szkoła na Górce była miejscem, w którym nie tylko zdobywało się wiedzę, ale także uczyło się współpracy, odpowiedzialności i rozwijania pasji. Z ogromnym sentymentem wspominam tamte lata i chętnie wróciłabym do tych czasów jeszcze raz.... Collapse
Życzę szkole dalszego harmonijnego rozwoju, wspaniałych absolwentów a nauczycielom satysfakcji i zadowolenia z pracy w tej placówce.... Collapse
Rok później, w 1937 r. zapisała mnie moja mama do „ochronki” (przedszkola), gdzie uczęszczałam wraz z koleżankami z sąsiedztwa przez okres jednego roku szkolnego. Byłyśmy w grupie dzieci starszych, które prowadziła pani Zofia Petri (Giżowa). „Nasza pani” była dla nas kimś wyjątkowym – potrafiła nas maluchów, poza zabawą, wiele pożytecznych czynności nauczyć np. wyszywania serwetek, co mnie pięciolatce nie wychodziło, ale moja o rok starsze koleżanki robiły to doskonale.
Ochronka mieściła się suterenie budynku szkolnego. Dzieci były podzielone na dwie grupy – młodszą grupę prowadziła pani Ernestyna Bierska (Gierlotkowa), a starszą pani Zofia Petri (Giża). Każda grupa miała po jednym pomieszczeniu na zajęcia i zabawy, szatnię oraz jadalnię. Każde dziecko miało swoje miejsce w szatni oznaczone znaczkiem (kwiatek, kotek itp.), gdzie po przybyciu do ochronki zawieszało się swój płaszczyk, zamieniając go na obowiązujący niebieski fartuszek z białym kołnierzykiem oraz buty na kapcie, które znajdowały się w woreczku z wyszytym znaczkiem. Śniadanie jedliśmy w jadalni, dokąd pani Długajczykowa (żona woźnego) przynosiła kosz słodkich bułek i gar „kakałszali” (łuski kakaowe z mlekiem). Każde dziecko miało swój garnuszek oraz serwetkę z białego płótna z wyszytym swoim znaczkiem. Dzieci z ochronki, albo jak u nas mówiono „ze szkółki”, brały też czynny udział w przedstawieniach z okazji uroczystości szkolnych. Mnie osobiście utkwił w pamięci mój występ w czasie zabawy karnawałowej dla dzieci w ochronce , na którą to zabawę zostali zaproszeni nasi rodzice. Tańczyłam wtedy z kolegą Wiktorem Czambergiem taniec „lalka i pajac”. Taniec kończył się pocałunkiem lalki i pajaca. Byłam tym tak oburzona, że poskarżyłam się mojej mamie, że: „ ja chcę tańczyć, ale całować się z chłopakami nie będę”. Interwencja mamy poskutkowała – taniec zakończył się „pocałunkiem na odległość”.
Miłe wspomnienia moich lat przedszkolnych zamieniły się na smutne przeżycia z większości lat szkolnych. Należę bowiem do najbardziej poszkodowanego rocznika w dziejach szkoły.
Był sierpień 1939 r. – radosny niepokój przyszłej pierwszoklasistki czekającej na rozpoczęcie nauki w pięknej, nowej szkole. Na uroczyste rozpoczęcie I roku szkolnego czekała już piękna, skórzana teczka (nie tornister), a w niej tabliczka z gąbką i rysikiem - na próżno! 1 września – radość z rozpoczęcia nauki zastąpił strach i niepewność tułaczki wojennej , widok mężczyzn prowadzonych na rozstrzelanie, który do końca życia zostaje w pamięci. Przybyli obcy ludzie, których mowy nie rozumiałam.
W końcu przyszedł czas na rozpoczęcie nauki, lecz w języku niemieckim. Nie pamiętam, który to był miesiąc, ale na pewno była to zima (styczeń, luty), kiedy przyszłam z lękiem, po raz pierwszy do tzw. I klasy szkoły żeńskiej, a właściwie to do przedszkola, w którym uczono nas pierwszych wyrazów niemieckich i piosenek śpiewanych po niemiecku, a uczyły tego „panie” w wielu lat 16 -tu – Imielanki, których nazwisk nie znałam. Trwało to jakiś czas, zanim rozpoczęła się właściwa nauka w I klasie, z prawdziwą nauczycielką, starszą panią, o nazwisku Grosch. Była ona dla nas nawet dosyć miła i za każdy zapamiętany, nowo nauczony wyraz niemiecki obdarowywała obrazkami (naklejkami). Może w klasie trzeciej, nie pamiętam dokładnie, dostałyśmy nową, młodą nauczycielkę o przekonaniu faszystowskim, panią Teklę Klein z Kolonii, której celem było zrobić z nas „prawdziwe niemieckie dziewczęta oddane „Führer’owi” – nauka liczyła się mniej. Była to „prawa ręka” kierownika szkoły pana Herbsta – fanatycznego faszysty – i donosiła mu o nieobecności każdej uczennicy, która nie przychodziła na obowiązkowe zebrania „Jungmädel – Heim”, za co groziła kara cielesna. Chyba w piątek klasie uczyła nas młoda nauczycielka pani Edelmann, której zależało na tym, żebyśmy zdobyły jak najwięcej wiedzy z różnych dziedzin nauki, a nie tylko z niemieckiego i matematyki – tak, jak to uznawały inne nauczycielki wraz z kierownikiem szkoły.
O tej jedynej nauczycielce mam bardzo miłe wspomnienia. Ta jedna, choć rodowita Niemka nie miała w sobie niemieckiej buty i traktowała nas jak bliskie sobie osoby. Jej to zawdzięczam jedyne miłe wspomnienia z okresu okupacji niemieckiej, kiedy w ukryciu przed innymi nauczycielkami, a zwłaszcza przed kierownikiem szkoły Herbstem, śpiewała z nami „zakazane” kolędy w czasie adwentowym, a tuż przed Świętami Bożego Narodzenia urządziła wieczór kolęd stawiając na straży przed drzwiami klasy, którąś z dziewcząt. Ta miła pani nie zabawiła długo w naszej szkole, nie podobała się pewnie panu Herbstowi, była za dobra, a w dodatku wierząca – musiała więc odejść.
Najgorsze wspomnienia mam z klasy VI tj. z roku szkolnego 1944/45. Klasę VI i VII połączoną w jednym pomieszczeniu (klasie), obowiązkowo z oknami z widokiem na kościół, uczył kierownik szkoły pan Herbst, istne wcielenie zła i nienawiści do własnych uczennic, wiary, ludzi innych narodowości niż „ rasa niemiecka”. To nie była nauka – to był koszmar!. Mowa polska była surowo zabroniona, lecz my rozmawiałyśmy między sobą w gwarze śląskiej, uważając na niektóre z uczennic, które mogły zrobić donos – ale takich było mało. Wracając do wspomnień z klasy VI, muszę dodać, że pan Herbst traktował nas nie jako uczennice, bo tworzył system obozu koncentracyjnego w „swojej” klasie. Uczennice były podzielone na trzy rzędy: „rząd dobry”, „rząd średni” i „ośli rząd”.
Z nauką było różnie, w zależności od ilości nauczycieli. Na początku (1940 r.) zajęcia odbywały się 3 razy w tygodniu, po 2 godziny lekcyjne, w następnych latach, 4-6 dni w tygodniu, a pod koniec wojny, w lecie i w jesieni, 1944 r. znowu mniej, lecz za to musiałyśmy iść kopać wzdłuż Przemszy rowy przeciwpancerne i okopy dla strzelców – oczywiście pod nadzorem pana Herbsta. W styczniu 1945 r. , kiedy front był już blisko, brałyśmy udział w opróżnianiu klas z ławek , które nosiłyśmy na podwórko starej szkoły, bowiem nowa szkoła była wyznaczona na szpital wojskowy. Radość, że wracają „nasi” była zmącona strachem, cicho przekazywanej wiadomości, że dzieci szkolne będą wywożona w głąb Niemiec. Na szczęście okazało się to tylko plotką, a może brak czasu, ze względu na szybko posuwający się na zachód front wschodni, nie sprzyjał Niemcom temu pomysłowi.
Moja „nowa szkoła” weszła teraz w najgorszy okres dewastacji. Najpierw polowy szpital niemiecki, a po wkroczeniu wojsk radzieckich do Imielina (26 – 28 stycznia) szpital wojsk radzieckich.
Od uroczystego otwarcia do wybuchu II wojny światowej szkoła żeńska była wzorem szkół pod względem czystości i piękna. Wystrój klas (piękne ławki, przesuwane 2 – częściowe tablice), przestronne korytarze z kranami wody pitnej, biało wykafelkowane pomieszczenia umywalni i ubikacji, przestronne szatnie, piękne wejście główne, z którego na prawo w dół prowadziły schody do Sali gimnastycznych i łaźni dla uczennic. Potem nastał wspomniany okres dewastacji.
Nie dbano o porządek, drewniane podłogi klas nie były myte, lecz nasączano je czarną, tłustą cieczą, raz na jakiś czas zamiatano. Łaźnię zamknięto, a szkoła utraciła swój urok wraz z niepodległością kraju – reszty dokonał szpital wojskowy, a zwłaszcza polowy szpital wojsk radzieckich.
Nie pamiętam w którym miesiącu rozpoczęłam naukę w nowej szkole po wyzwoleniu spod okupacji niemieckiej – przypuszczam, że w marcu. Rozpoczął się czas nauki, w tak bardzo oczekiwanej przez nas polskiej szkole. Nie było łatwo w krótkim czasie opanować polską pisownię, tak bardzo różniącą się od niemieckiej – ale co sercu miłe, przyswaja się prędko. Przedwojenni nauczyciele wrócili do naszej szkoły, choć nie wszyscy, bo z rąk okupanta zginęła kierowniczka szkoły pani Helena Poznańska i pan Emil Giża.
Wraz z godłem państwa wrócił też krzyż na ściany klas oraz modlitwa przed i po nauce. W pierwszym roku, a właściwie przez kilka tylko miesięcy, bo do wakacji letnich – była opiekunką naszej klasy szóstej pani Zofia Bułówna. Podobno miałam dobre wyniki w nauce, dlatego otrzymałam promocję do klasy ósmej. Po wakacjach dołączyła do nauczycieli pani Helena Zajdel (Stolarczykowa) i była opiekunką w klasie ósmej. Kiedy dowiedziała się, że jestem z młodszego rocznika, powiedziała, co do dzisiaj zapamiętałam: ”dziecko, jak chcesz, zostań w tej klasie, ale dom buduje się od fundamentów”. Postanowiłam jednak zostać, ponieważ wszystkie koleżanki z sąsiedztwa były o rok starsze ode mnie, a „mój dom” nauki w polskiej szkole była i tak pozbawiony fundamentów. Dzisiaj wiem, że podjęłam złą decyzję. Pani Zajdel była bardzo mądra, uczyła nas języka polskiego, lecz ja osobiście spodziewałam się innego sposobu prowadzenia nauki. Będąc 13 – 14 latką chciałam rozwijać swoje własne myślenie i sposób wypowiadania się. Pani była innego zdania, ona wymagała od uczennic nauczenia się na pamięć słowo w słowo każdej lekcji, którą nam (z braku podręczników) dyktowała, a właściwie zapisywała na tablicy, a my w zeszytach. Historii i geografii uczyła nas kierownik szkoły pan Wiktor Suchoń, fizyki, chemii – pan Karol Wyrobek, religii, która wróciła do szkoły – ksiądz proboszcz Ignacy Rembowski.
Po ukończeniu klasy ósmej z rocznikiem 1931, moi rodzice postanowili zostawić mnie jeszcze rok w tutejszej szkole, żebym ukończyła naukę z moim rocznikiem 1932. Decyzji tej nie żałowałam. Opiekunem klasy ósmej naszego rocznika był pan Karol Wyrobek, który uczył nas prawie wszystkich przedmiotów. Muszę przyznać, że był to nauczyciel z prawdziwego zdarzenia, potrafił zaciekawić i zachęcić uczniów do nauki. Po jego sposobie prowadzenia lekcji, nawet w „najciemniejszej” głowie musiała pozostać jakaś wiedza. Mam wielkie uznanie dla tego nauczyciela i tak naprawdę w mojej dalszej nauce nie spotkałam podobnego mu pedagoga (co nie tylko ja uznaję, ale także wiele jego uczennic). Muszę jeszcze dodać, że choć była to szkoła żeńska, nasza klasa ósma była pierwszą klasą koedukacyjną. Było w niej, z liczby ogólnej, 2/3 dziewcząt i 1/3 chłopców.
Nasz rocznik – 1932 – był bardzo spokojny (jak się dowiedziałam po wielu latach z opinii nauczycieli, był to najspokojniejszy rocznik w historii tej szkoły). Może dlatego chłopcy, choć z początku nieswojo czuli się wśród dziewcząt, jednak przyzwyczaili się i zostali do końca roku szkolnego.
Rok szkolny 1946/47 przeminął szybko i dnia 28 czerwca otrzymałam z rąk opiekuna klasy świadectwo ukończenia szkoły powszechnej (nr 52). Po raz pierwszy popłynęły łzy - lecz tym razem łzy żalu, że trzeba się rozstać z „moją szkołą”, szkołą polską, prawdziwą, do której uczęszczałam z ochotą i która uleczyła koszmarne wspomnienia z okresu okupacji.... Collapse
W „Szkole na Górce" spędziłem tylko trzy lata jako gimnazjalista. Do dziś wspominam szansę, której wtedy nie wykorzystałem. Podczas jednej z lekcji WF-u pan Marcin Kaczor zabrał nas na boisko szkolne – wtedy jeszcze asfaltowe. Oznajmił, że będziemy zaliczać rzut piłeczką palantową na odległość. Gdy my się rozgrzewaliśmy, pan Marcin wyrysował kredą skalę do mierzenia długości rzutów. Rzucało się spod tylnego płota (przy dzisiejszym stole do ping-ponga) w kierunku szkoły.
Zauważyłem, że skala kończy się na około 55 metrach. Zapytałem pana Kaczora:
– A co, jeśli komuś zabraknie skali?
– Spokojnie, nie zabraknie – odpowiedział.
Przystąpiliśmy do rzutów. Pan Marcin zaprezentował prawidłową technikę i jako pierwszy oddał rzut. Kolejno, według listy, każdy z uczniów posyłał piłeczkę w kierunku szkoły. W końcu nadeszła moja kolej. Krótki rozbieg, zamach – i piłeczka poszybowała. Zatrzymała się dopiero na ścianie budynku szkoły. Zaskoczenie pana Marcina było niemałe. Od razu dostałem szóstkę z rzutu.
Gdy kolejni koledzy podchodzili do zadania, zauważyłem, że pan Marcin zaczyna się rozgrzewać. „Czyżby mała rywalizacja nauczyciel–uczeń?” – pomyślałem. Po chwili wuefista przystąpił do ponownego rzutu. Rzut był daleki, ale… nie tak daleki.
Z uśmiechem podszedł do mnie pan Marcin i powiedział:
– Jak trafisz w to otwarte okno w pokoju nauczycielskim, to będziesz miał szóstkę na koniec roku.
Zapytałem:
– A co, jeśli nie trafię i wybije się szyba w innym oknie?
Wyraz twarzy i milczenie pana Kaczora dały mi do zrozumienia, że trzeba będzie liczyć się z konsekwencjami ewentualnej porażki. Zrezygnowałem z próby. A szkoda. Dziś chętnie podjąłbym się tego wyzwania, bo wiem, że z każdym problemem można sobie poradzić – nawet z wybitą szybą. Między innymi takiego podejścia do życia uczył nas pan Marcin.
Swoją drogą, pan Marcin był moim wychowawcą – najlepszym, jakiego miałem.... Collapse
Pewnego dnia zaproponowaliśmy, że chcielibyśmy dowiedzieć się, jak powstaje mydło. I co? Tego samego dnia je zrobiliśmy! W całej szkole unosił się wtedy specyficzny zapach. Mimo wszystko była to świetna zabawa, a pan Tadeusz wykazał się wobec nas ogromną cierpliwością. Podczas apelu w sali gimnastycznej (obecnie sali fitness i squash), który odbył się właśnie tego dnia, stanęliśmy w chemicznych fartuchach, czując, że najważniejsze są pasja i miłość do chemii. Byliśmy z siebie ogromnie dumni.
To właśnie pielęgnowanie naszych pasji – poszukiwanie, eksperymentowanie, odkrywanie – zawsze było i nadal jest ważne w tej szkole.... Collapse
Ciepło wspominam Panią Teresę Stolorz, która była moją wychowawczynią w klasie IV -VIII. Pamiętam dyrektora Pana Włodzimierza Stachonia, Panią dyrektor Krystynę Michałowy.
Niesamowity sentyment mam do szkolnego sklepiku, gdzie można było kupić drożdżówki, prażynki, lemoniadę w woreczku no i oczywiści, a i przede wszystkim należy wspomnieć o przemiłej, przesympatycznej Pani Halinie Pohl, która zawsze z uśmiechem, zawsze radosna, z miłym słowem sprzedawała nam te łakocie.
Gdy na każdej przerwie tłum uczniów biegł w kierunku sklepiku i jedyne co nas zatrzymywało to ławka pełniąca funkcję lady sklepowej i bywało też tak, że z ową „ladą” ta oto młodzież zatrzymywała się już prawie w środku sklepiku, wtedy można było zobaczyć, po minie pani Haliny, że pewne granice zostały mocno przekroczone i trzeba to jak najszybciej naprawić 🙂
Pamiętam również kółka teatralne, które prowadziła Pani Anna Pawlik, na których mieliśmy próby do „Kopciuszka” później też i do Jasełek, wtedy to był ważny moment, ponieważ na którejś z prób zobaczyliśmy młodą panią polonistkę, a to była ………. obecna Pani dyrektor - Pani Anna Kubica :-)... Collapse
W pierwszych latach mojej edukacji kierownikiem szkoły był pan Paweł Polko, który każdej klasie robił grupowe zdjęcia na tle szkoły. Co roku z innej strony budynku. Tym samym uwiecznił wszystkie cztery wejścia do szkoły. Kiedy kończyłam siódmą klasę, kierownikiem był pan Dominik Buczek, po nim, w ósmej klasie, obowiązki kierownika przejął Jan Fröelich.
Było nas w klasie trzydziestu pięciu uczniów. Nawet mam spis tych uczniów, znam wszystkie nazwiska. Moją wychowawczynią przez osiem lat była pani Helena Stolarczyk. Pamiętam ją, chodziła często w czarnym, atłasowym fartuchu i zawsze serdecznie się uśmiechała. Bardzo dobrze ją wspominam. Ogromnie pomagała dzieciom i przystępnie uczyła. Pani Stolarczykowa mieszkała w Imielinie i była zżyta z tą społecznością. Dodatkowo udzielała uczniom lekcji, jak czegoś nie zrozumiały. Bardzo się starała, żeby przechodzili z klasy do klasy, bo to były czasy, gdy dużo dzieci zostawało na drugi rok w tej samej klasie. Była wychowawczynią kilku roczników uczniów. Uczyła języka polskiego, historii oraz różnych prac ręcznych (szycie, gotowanie, pieczenia ciast). Prowadziła również z dziećmi ogródek szkolny.
Warto wspomnieć jeszcze o tym, że byłam członkiem chóru szkolnego, który prowadziła pani Lesława Turek i kółka tanecznego, które prowadziła pani Weronika Jakóbik. Stroje na występy szyły nasze mamy, które w tamtych czasach wykazywały się ogromną kreatywnością, np. same farbowały białą gazę, krochmaliły i szyły z nich suknie balowe do tańczenia m.in. poloneza. Moja mama aktywnie działała w komitecie rodzicielskim, m.in. organizowała z innymi rodzicami zabawy karnawałowe. Dochody z tych zabaw przeznaczone były na pomoce naukowe oraz na wyposażenie pracowni przedmiotowych.
Kiedy kończyłam ósmą klasę, moją rodzinę odwiedził kuzyn Rysiu ze Stanów Zjednoczonych. Uczęszczał ze mną na lekcje przez ostatnie dwa tygodnie roku szkolnego. Znał język polski, więc szybko nawiązał kontakt z uczniami mojej klasy. Wszyscy w klasie żuli gumę, którą ich Rysiu częstował. Kuzyn był nawet razem ze mną na uroczystości zakończenia roku szkolnego.
Po latach przyszło mi znowu odwiedzić szkolne mury, ale tym razem w innej roli. W grudniu 1995 r. podczas sesji Rady Miasta Imielin, która była w sali, gdzie obecnie uczą się klasy pierwsze, zostałam powołana przez RM Imielin na stanowisko zastępcy Kierownika Urzędu Stanu Cywilnego.
„Szkoła na Górce” będzie zawsze budzić we mnie pozytywne wspomnienia.... Collapse
Dla mnie jednak to przyjemny czas do którego wielokrotnie wracam wspomnieniami. Wtedy zawiązały się pierwsze przetrwałe do dziś znajomości, wtedy przeżywaliśmy pierwsze sukcesy i porażki, które jak się potem okazało były dobrym gruntem do kształtowania naszej osobowości. Szczególnie miło wspominam obie Panie wychowawczynie tj Panią Stefanię Skwarską , która poprzeczkę z matematyki ustawiała wysoko. Dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć - to było dobre. Drugą wychowawczynią była Pani Małgorzata Jochemczyk ,której już wśród nas niestety nie ma, z nią wiążą się ciepłe wspomnienia "Naszej Pani "w klasach 1-3.
Dzisiaj, kiedy po tylu latach, ponownie przekraczam progi tej szkoły, jako rodzic, za każdym razem powracają wspomnienia z tamtych lat, robi się miło i ciepło na sercu.
Budynek może się zmienił, jest ładniejszy, piękne, nowoczesne pracownie o jakich nawet nie mogliśmy przed laty pomarzyć, to dusza tej szkoły ciągle niezmienna.... Collapse
To już 60 lat minęło, odkąd opuściłem mury szkoły w Imielinie. Z dumą wspominam edukację w naszej szkole, w naszej klasie — to określenie „nasza” było symbolem jedności i zgrania. Wspaniali nauczyciele, którzy od początku edukacji byli dla mnie autorytetami, na zawsze pozostali w mojej pamięci. Uczyli nas zasad, dyscypliny i szacunku — wartości, które głęboko zakorzeniły się w moim sercu.
Edukację rozpocząłem pod okiem pani Klekot, która wprowadzała nas w świat pisania i czytania. Od drugiej do piątej klasy moją wychowawczynią była pani Janina Durajczyk — nauczycielka geografii, natomiast w szóstej i siódmej klasie wychowawcą został wspaniały człowiek: matematyk, fizyk, chemik, bibliotekarz, a także nauczyciel zajęć praktycznych — pan Karol Wyrobek.
Za każdym razem, gdy jestem w Imielinie i przejeżdżam obok szkoły, wracają wspomnienia tamtych lat. Z ogromnym sentymentem patrzę na to miejsce i z podziwem obserwuję, jak pięknie rozwija się pod kierownictwem obecnej pani dyrektor Anny Kubicy.
Dla mnie szkolne czasy (1958–1965) to niezapomniane lata, do których często wracam myślami.... Collapse
Kadra nauczycieli absolutnie wspaniała, wspominając m.in. p. Brysza, p. Kaczora, p. Gąsiorczyka, p. Stolecką, p. Kostorz no i najlepszą wychowawczynię p. Annę Kubicę!!!
Pamiętna wycieczka do Warszawy do opery, gdy determinacja i zaangażowanie p. Anny ukształtowały młodego człowieka i jego postrzeganie nie tylko kultury.
W p. Annie i lekcjach j. polskiego byliśmy wprost zakochani…mimo mojej nie chęci do dzieł Adama Mickiewicza 😊
Liczne próby i występy w zespole muzycznym pod egidą p. Zofii. Do teraz mam jeszcze oryginalnie zafoliowaną Naszą nagraną płytę zespołu Czerwono-Czarni, a utwór Nada De Turbe czy Confitemini Domino…zostały w pamięci na zawsze!
Zajęcia wychowania fizycznego pełne potu i wysiłku, gdzie p. Marcin motywował za każdym razem…mówiąc „dasz radę! Potrafisz!” „…w czym jesteś gorszy niż inni!”
Matematyka, i słynne…Krzysztof!…nie wiem, jak to policzyłeś bez wzorów, ale za to rozwiązanie szybkie i bez błędu!
Lekcje informatyki…, gdy tylko mogliśmy, oddawaliśmy się „małyszomanii” podczas sesji z DSJ 2!
To były czasy, kiedy nie mieliśmy smartfonów, a wiadomości przekazywało się szeptem na przerwach czy zagrywało w Snake’a na pierwszych telefonach Nokia 3310. Każdy dzień był małą przygodą… od nieudanych ściąg na klasówce, po pierwsze zauroczenia i śmiech do łez w szatni.
Zagrywanie się w słynną Contrę na automatach u „pana” to już legenda popijając oranżadą za 70 groszy!
Nauczyłem się tam czegoś więcej niż matematyki czy j. polskiego. Nauczyłem się współpracy, bycia odpowiedzialnym za klasę, że nawet drobne akty życzliwości znaczą wiele. Ktoś podał zeszyt, ktoś pocieszył po kiepskiej kartkówce.
Jeśli miałbym wrócić tam choć na chwilę, wszedłbym przez główne wejście, przeszedłbym korytarzami, zajrzał do swojej klasy, poczuł zapach kredy, spojrzał na tablice z zadaniami i pomyślał: „Tak, tu kiedyś byłem…”.
Dziękuję także moim przyjaciołom z tamtych lat…Arek, Adam, Michał, Szymon, Mateusz, Gabrysia, Ewelina, Ania, Aldona… ciężko wymienić wszystkich…przepraszam… lecz brakuje Was strasznie!
Cudowna szkoła, nauczyciele, pracownicy no i pani Wychowawczyni!
Prawdziwe wzruszenie chwyta za serce, pisząc to! Czuję ogromną wdzięczność!
I dlatego z całego serca dziękuję!
Wasz niesforny, uparty, lecz oddany i uśmiechnięty…
Krzysiek... Collapse
Pierwsze moje kroki to przedszkole w suterenach. Czytając dziś bajki moim wnukom, mam przed oczami panią Szczygieł – cudowną przedszkolankę. Słuchając jej, czułam się bohaterką każdego opowiadania. Barwa jej głosu umilała mi leżakowanie.
W roku 1971 rozpoczęłam pierwszą klasę i trafiłam na kolejną wspaniałą wychowawczynię – panią Klekot. A wiadomo, że pierwsze kroki w życiu szkolnym są najważniejsze. To właśnie ona zaraziła mnie empatią do ludzi i do świata. Szkołę Podstawową w 1979 roku żegnałam z moją ulubioną, zawsze uśmiechniętą wychowawczynią – panią Szczotko.
Teraz mamy inne czasy. Kiedyś nie było komputerów ani telefonów komórkowych, a jednak mieliśmy szczęśliwe dzieciństwo w szkolnych murach i „wyszliśmy na ludzi”. Szkoła zmieniała się razem z nami, a dziś jest piękna i nowoczesna. To, co się nie zmieniło na przestrzeni lat, to ambitni, wykształceni, otwarci nauczyciele oraz wykwalifikowany personel.
Dyrektorka szkoły, pani Anna Kubica, to wspaniały człowiek, który dba o szkołę jak o własny dom, a uczniowie są jak jedna wielka rodzina.
Cieszę się, że w dalszym ciągu mam swój wkład w życie tej społeczności. Jestem rodowitą Imielanką, mieszkanką Imielina, i jestem dumna, ż mój wnuk jest już czwartym pokoleniem zdobywającym edukację w SP 1.
Szkoła „na Górce” to Moja Szkoła.... Collapse
Różnie bywało ale najważniejsze ze po latach pozostaly mile wspomnienia. Stresu przed historia z p. Gąsiorczykiem nigdy nie zapomnę jak i śpiewania swojego imienia i nazwiska przy sprawdzaniu obecności z p. Kostorz. Zawsze ciekawe lekcje chemii i geografii jak i niezapomniany wyjazd na rajd szydłowiecki. To były czasy!! Choć los poniósł mnie do innych krai a obecnie na 2gi koniec polski, co parę lat przejeżdżam przez imielin by zobaczyć co sie zmieniło i zawsze wjeżdżam "pod górkę " by choć z zewnątrz popatrzeć i przypomnieć sobie te lata spędzone w szkole na gorce ! Pozdrawiam gorąco!!... Collapse
To dla mnie czysta przyjemność, że mogłam uczęszczać do Gimnazjum im. Powstańców Śląskich w Imielinie. Wszystkim nauczycielom, którzy nauczali w latach 2009 - 2012, bardzo dziękuję! :)... Collapse
Wierzę, że zachowane dokumenty, fotografie, kroniki klasowe gromadzone w latach 1968-2001, w trakcie mojej pracy pedagogicznej, poruszą w sercach wielu z Was "struny wspomnień", które zagrają najpiękniejsze nuty z młodości.
Mam nadzieję, że z perspektywy lat zostały tylko dobre wspomnienia, choć z pewnością znajdą się i tacy, którym do dziś śnią się dyktanda, testy gramatyczne czy pisanie rozprawek. Ale tak to już musi być, bo cóż nasze życie byłoby warte bez wspomnień.
Niech fragment z "Pieśni" K.I. Gałczyńskiego skłoni nas do spojrzenia w przeszłość i uświadomi, czym jest trwanie poprzez pokolenia
Ile razem dróg przebytych?
Ile ścieżek przedeptanych?
Ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami?
Ile listów, ile rozstań
ciężkich godzin w miastach wielu?
I znów upór, żeby powstać
i znów iść, by dojść do celu
z dnia na dzień tkaninę tkamy
wzorzystą dla pokoleń.
...
Chciałbym i blask naszej lampy ocalić od zapomnienia.
Czy wobec tego warto gromadzić fotografie, pielęgnować wspomnienia?
W tym miejscu odsyłam do przeczytania szkicu "Wokół pewnej fotografii" autorstwa R. Jochymczyka (wychowanka szkoły) z książki "Szkoła na Górce 1936 - 1996. Fakty, ludzie, wspomnienia." Odpowiedzią na postawione przeze mnie pytanie niech będzie cytat: "Wierzę, że przy okazji 80-lecia czy 100-lecia, ktoś napisze podobny tekst. Tylko nie zapominajmy o fotografiach."
Dlatego też nie traćmy wspomnień! Pielęgnujmy je. "Bo kto nie zna swojej historii, traci swoją tożsamość".
Wanda Rojek-Starczynowska
nauczycielka j. polskiego w latach 1968-2001... Collapse
Wspominał Feliks Malorny. Rocznik 1933r.... Collapse
Pamiętam poniedziałkowe apele o godzinie 8:00 na korytarzu. Wszystkie klasy ustawione w szeregu ze swoją wychowawczynią wsłuchiwały się w słowa dyrektor szkoły.
Pamiętam próby i występy na uroczystościach szkolnych, konkursach chóru szkolnego i zespołu wokalno-instrumentalnego „Przygoda”.
Doskonale pamiętam jak uczyłam się techniki krawieckiej. W klasie siódmej trzeba było szyć na maszynie i uszyć coś z materiału. Ja uszyłam sobie flanelową koszulę.
W czasie ośmioletniej nauki obowiązywały fartuszki szkolne z białym kołnierzem, a zuchy i harcerze w każdy poniedziałek byli ubrani w mundurki z chustą i pasem harcerskim.
Przypominam sobie klasowe wycieczki rowerowe nad zalew oraz klasowe kuligi w zimie. Na zajęciach wychowania fizycznego zjeżdżaliśmy na sankach z Wapienioka przez ogródek pana Kostki, aż do ulicy Pokoju.
Szkoda, że ten czas już minął, ale jak dobrze, że pamiętamy o urodzinach zacnej Jubilatki.
Absolwentka 1973 – 1981 Jadzia... Collapse
absolwentka szkoły z roku 1954
Maria Kapuściok
mieszkanka Niemiec... Collapse
mówił : " Nie chcecie rządzić, to przyjdą inni i będą wami rządzić". Rzemieślnicze tradycje sięgają lat przedwojennych. Właśnie wtedy budowano Szkołę na Górce. Na przestrzeni 150 lat Mysłowickiego Rzemiosła powstało wiele firm rodzinnych. Rywalizowano ze spółdzielczością, która miała poparcie władz wojewódzkich. Jednak czasy się zmieniły, a ludzie odeszli. Chcę też wspomnieć, że do władz miasta zawsze rekomendowałem trzech rzemieślników z Imielina. Do chwili kiedy napisaliśmy list intencyjny do prezesa Rady Ministrów - Waldemara Pawlaka. List miał dostarczyć ówczesny dyrektor Urzędu Skarbowego - pan Józef Wyciślok. Potem w prywatnej rozmowie dostałem burę, że go poniżyłem przed premierem. Jednak list napisaliśmy wspólnie. Jako prezes Związku Górnośląskiego – Koło Imielin podpisałem ten list i w taki oto sposób musieliśmy działać. Szkoła na Górce odgrywała bardzo ważną rolę w życiu kulturalnym Imielina. Czterokrotnie organizowano powitanie Nowego Roku, które było organizowane przez Komitet Obywatelski i Radę Osiedla. Wybierano królową i króla balu. Miła atmosfera i dobre jedzenie oraz szampańskie występy solistów, rozpalały nocną atmosferę. Były śpiewy i życzenia oraz błogosławieństwo ks. proboszcza Longina Kozuba. Za oknami odpalano race świetlne. Panowała ogólna radość, a duma nas rozpierała. Ksiądz Kozub często mówił: „Jak masz Boga do pomocy, nic złego się nie zdarzy”. Dochody z imprez były szczegółowo rozliczane i przekazywane na potrzeby życia szkolnego i kulturalnego. W tym miejscu pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy angażowali się w organizację całego przedsięwzięcia. Początki były trudne, ale warto było poświęcić się dla dobra miasta i jego mieszkańców. Rok 1989 dał nam możliwość uwierzenia w siebie oraz szansę na administracyjną niezależność miasta. Wiele zawdzięczamy również kolejnym dyrektorom szkoły oraz gronu pedagogicznemu. W Szkole na Górce odbyły się również uroczystości 10 i 15 lecia Związku Górnośląskiego – Koło Imielin, które miały miejsce w małej sali gimnastycznej ( dzisiejszy squash i fitness ). Swoją obecnością zaszczyciła nas Ślązaczka Roku 2000 – Maria Duńska. Obecni byli również Prezesi Kół z Janowa, Kosztów, Wesołej, Chełma Śląskiego, Dziećkowic, Brzezinki i Krasów. Moje wspomnienia związane ze Szkołą na Górce obejmują szmat czasu. To wiele miłych i ciepłych chwil, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci. To również dziesiątki ludzi, których serdecznie wspominam. Te osoby przyczyniły się także do tego, że szkoła do dziś jest lubianą i szanowaną placówką kulturalno – oświatową.... Collapse
Najbardziej w pamięci utkwiły mi lekcje z Panem Gąsiorczykiem, z Panem Bryszem, z Panią Beatą Kubicą. Przesiadywanie na przerwach w bibliotece i rozmowy z Panią Jankowską. Próby chóru z Panią Zofią Kostorz. Ten smak szkolnych obiadów, na które zawsze z chęcią chodziłam. Spotkania Szkolnego Koła Caritas z Panią Teresą Porwit i s. Mirellą. Dodatkowe zajęcia z hiszpańskiego z Panią Hanną Stolorz. Projekt unijny z Panią Zielosko.
Na pewno na brak zajęć nie mogłam narzekać! 🙂
Cieszę się, że mogłam 3 lata spędzić w naszym gimnazjum. Wśród takich ludzi, a nie innych. To były dobre czasy 🙂
Wszystkim, nauczycielom i pracownikom, którzy byli w latach 2008-2011 - DZIĘKUJĘ!... Collapse
- Pamiętam jedno z pierwszych pytań jakie na pierwszej geografii zadała nam wychowawczyni Pani Bożena Zielosko. -"Jaki kształt ma ziemia?" -"Okrągły" -"A skąd wiecie? Bo wszyscy tak mówią? Przed Kolumbem wszyscy wierzyli że płaski".
- Pamiętam nowatorskie lekcje polskiego z obecną Panią Dyrektor, gdy siadaliśmy wkoło i dyskutowaliśmy o tym czy rację miał Kreon czy Antygona. Obrazki utrwalające trudne wyrazy. Do dzisiaj mam przed oczami grafikę, która widniała pod słowem "rzadko":)
- Pamiętam chemię z Panem Bryszem, który miał ogromne zamiłowanie do instrumentów dętych, ucząc nas systemowo że tlen i trąbka daje tlenek trąbki.
- Pamiętam nagrodę z matematyki "Słownik pisarzy i lektur". Dyplom od Pani T. Stolorz do dzisiaj trzymam pomiędzy magisterką a świadectwem maturalnym.
- Pamiętam klimat starej biblioteki do której chodziliśmy
- Pamiętam jak przed każdą lekcją historii pół klasy czytało podręczniki w obawie przed ewentualnym pytaniem.
- Pamiętam wyjazd z Panem Kaczorem na Rajd Szydłowiecki, który zainspirował nas do założenia drużyny harcerskiej.
Dzięki... Collapse
Miło jest teraz wrócić do tej szkoły w roli praktykanta pod opieką pani Kubicy i zobaczyć to wszystko z tej drugiej strony jako nauczający.
Rok ukończenia szkoły: 2007... Collapse
Rok ukończenia szkoły: 2012... Collapse
Rok ukończenia szkoły: 2016... Collapse
Jan Kosma, rocznik 1951... Collapse
10 pięknych lat w szkole na górce począwszy od zerówki po gimnazjum 😉 Milion wspomnień i zimnych dreszczy wspominając historie z p. Gasiorczykiem. Po gimnazjum skończyłam szkolę w Anglii i tu też wychowuję mojego 2 letniego syna i pracuję jako inspektor jakosci silników do aut sportowych. Z pozdrowieniami dla wszystkich, którzy uczyli się "na górce".... Collapse
